MALEDIWSKA KUCHNIA OD KUCHNI

Malediwska kuchnia to przede wszystkim ostra (dosłownie) monotematyczność – ryby, ryby i jeszcze raz ryby! Pod każdą postacią: curry z ryżem lub ryż z curry, ryba w tostach, zalewach, z makaronem. Dietę uzupełniają ośmiornice, kraby, roshi (malediwski pszenny chlebek), śladowa ilość owoców i warzyw, mleko w proszku, rozrabiane soki i deszczówka. Nieco bardziej urozmaicone jest restauracyjne menu, rzecz jasna – układane z myślą
o turystycznych podniebieniach, składające się z importowanych produktów, które niewiele mają wspólnego z tradycyjnymi smakami Malediwów.
W guest hausach jadłam wyłącznie śniadania. Wyglądały zazwyczaj tak samo: tosty, dżem, masło, parówki, sadzone jajko lub (wersja nieco bliższa śniadaniom serwowanym w tutejszych domach): pasta z tuńczyka zawinięta w roshi. Obiadokolacje spożywałam w domach przyjaciół, tudzież
w kuchni umiejscowionej na podwórku, w towarzystwie zaglądających do talerzy jaszczurek.

Ryby oraz ryż stanowią podstawę wszystkich posiłków. Mięso, oczywiście z wyjątkiem wieprzowiny, spożywane jest tutaj okazyjnie. Na wyspach nieliczni hodują króliki, indyki czy kury. Owoce i warzywa pochodzą najczęściej z przydomowych ogródków. Zdarza się, że do lokalnych sklepów dociera ich kilka sztuk (największą różnorodność spotkać można jedynie w Male).

Moje obiadokolacje były naprawdę all inclusive. Poznałam tutejszą kuchnię od kuchni. Rybne curry na różne sposoby, ryba z ryżem, makaronem,
w zalewach, sosach, rybne tosty, złapane podczas wspólnej wyprawy ośmiornice czy przepyszny grouper z grilla. Słodyczy bardzo ostrym daniom dodawał sok rozrabiany z deszczówką, czy też delikatny pudding. Domyślam się, że moi przyjaciele robili sąsiedzką, ogródkową zbiórkę, bowiem każdego dnia do posiłku mieliśmy na deser niewielkie warzywo czy też owoc, których nazw najzwyczajniej w świecie, nie byłam w stanie zapamiętać.

Po wieczornym posiłku żułam betel – orzeszki arekowe w połączeniu z pieprzem żuwnym, goździkiem, cynamonem, kardamonem i gałką muszkatołową. Powiedzmy, że to takie tutejsze połączenie gumy Orbit z papierosem.

W każdym domu znajdziecie sztućce, ale nie każdy ich używa. Podejrzewam, że używa ich jedynie osoba gotująca, czyli pani domu.
W ramach prawdziwej gościny dostaliśmy sztućce, ale… jak ich używać, gdy nikt ich nie używa? Czuliśmy się trochę nieswojo, więc poprosiliśmy o szybką lekcję nauki jedzenia ręką. Polka trzymała roshi w lewej ręce, prawą łamała placek i wkładała go do ust. Malediwczyk jadł wyłącznie prawą ręką, lewą nie dotykał jedzenia. Niby takie oczywiste, ale zapomniałam (Nie jedzcie lewą ręką, ponieważ szatan je lewą ręką). Nikt z nas w tej sytuacji nie czuł się niekomfortowo. Nieporadna w jedzeniu poprosiłam Aliego, by pokazał nam,
jak to się je. Nakładał nam poszczególne składniki na talerze, radził w jakiej kolejności mamy spożywać posiłek. W pewnym momencie dwunastoletnia siostrzenica zaczęła zanosić się śmiechem, wykrzykiwać obce nam wyrazy. Przetłumaczone układały się mniej więcej w zdanie oznajmujące o tym, iż Ali usługuje kobiecie. Głośno zaczęliśmy się śmiać także my. W trójkę.

 

_MG_8085

_MG_8084

_MG_8079

_MG_8081

_MG_8761

_MG_8762

_MG_8843

_MG_8837a

_MG_8845