CZEKI, KARTY I ZIELONE

Wiedziałam o nich tyle, co nic. Papierki znane wyłącznie z filmów. Obce są mi także teraz, ale wielka popularność czeków spowodowała, iż przyjrzałam im się nieco bliżej. Będąc tutaj korzystam z kart VISA, przelewów internetowych i gotówki, ale tylko dlatego, że… jestem na chwilę. Dla większości osób mieszkających w Stanach podstawową formą płatności są czeki, którymi płaci się dosłownie za wszystko: wynajem mieszkania, czynsz, rachunki za energię, wodę, telewizję, Internet etc. (praktycznie bez wychodzenia z domu, ponieważ wypisany czek wrzuca się w kopercie do skrzynki pocztowej; o metodzie wysyłania listów będzie jeden z kolejnych postów, więc nie będę się zbędnie rozpisywać). Czek dostanie fachowiec wykonujący remont, uregulujemy nim mandat, zapłacimy za zakupy. W niektórych sklepach możemy wymienić go na gotówkę, gdy zajdzie taka potrzeba. Wynagrodzenie bardzo często wypłacane jest w formie czeku (wypłatę otrzymuje się
w Stanach co tydzień lub maksymalnie co dwa tygodnie), choć niektóre większe firmy i korporacje rozliczają się ze swoimi pracownikami, zlecając przelewy bezpośrednio na ich konta bankowe. Ostatnio widziałam, że czek można zdeponować w bankomacie. Taka wygoda.

_MG_5725

Całkiem fajne są czeki, rzecz jasna – te z pokryciem. Jednak nie ma co się oszukiwać, i tak najbardziej wszyscy kochają zielone. Każdy z Was wie, jak wygląda dolar amerykański. Ale czy widzieliście banknot dwudolarowy? A monetę jednodolarową i niezwykle rzadko spotykaną półdolarówkę (50 cent)? Otóż, od niedawna, jestem ich szczęśliwą posiadaczką (W. – dziękuję!).

_MG_5704

Pewnie nigdy nie zastanawialiście się nad tym, czym różni się polski portfel od amerykańskiego. I nie wyłącznie o jego zasobność mi w tym wypadku chodzi, choć ta różnica wydaje się być największa, biorąc pod uwagę stawki godzinowe i ceny w sklepach. Bardziej zaintrygował mnie ich wygląd. Małe, wychudzone, z przegródkami niemal wyłącznie na karty. Miejsca na monety zazwyczaj brak. O ile lżejsza jest kobieca torebka, gdy nie ma w niej tylu klepaków, grosików, złotówek (na ciężkości zyskują tutaj natomiast dziecięce skarbonki)! W portfelach rządzi plastik. Oprócz wszelkich ID, karta kredytowa na karcie. Każdy sklep, inna karta. I ta łatwość, z jaką można ją dostać. Robiąc zakupy, niemal w każdym sklepie jesteśmy pytani o to, czy chcemy ją wyrobić. Stosowane zabiegi marketingowe kuszą, by z ofert korzystać. Zbiera się punkty, które można wymieniać na zakupy, otrzymuje promocyjne rabaty, kupony i gratisy. I to wszystko, naprawdę bardzo często się opłaca. Dzięki posiadanej karcie można dużo zaoszczędzić, obniżając cenę danego produktu do minimum. W przeciwieństwie do wszelkiego rodzaju promocji w naszym kraju, w Stanach przecena to naprawdę przecena, a gratis jest GRATISEM, nie tylko z nazwy.

_MG_5357

Ze względu na to, że wszyscy korzystają z kart płatniczych i czeków, a gotówka jest dużo mniej popularną formą płatności, rzadko znajdziemy kantor wymiany walut. Instytucja na wymarciu. W Nowym Jorku praktycznie na każdy rogu, w mniejszych miastach (choć nie chcę uogólniać, bo może nie jest tak wszędzie), można szukać bez końca. Z jednego banku odsyłali nas do drugiego, tamci znowu do firmy, która wymianą walut się zajmuje, ale na gotówkę trzeba czekać… TYDZIEŃ! Nie w każdym banku oferują takie usługi, więc można dużo czasu stracić, by inną walutę na dolara amerykańskiego wymienić (udało mi się dokonać takiej transakcji w TD Bank, doliczana jest niewielka prowizja). Chciałam przy tym zaznaczyć, że jeśli nawet gdziekolwiek Cię w Stanach odsyłają, to robią to w sposób doskonały. Zadzwonią, zapytają, napiszą na kartce, z uśmiechem na twarzy przekażą wszystkie niezbędne informacje i dadzą cukierka na drogę, lizaka, albo… ciastko dla Twojego psa (w TD Bank obok cukierków dla klientów są miski z łakociami dla czworonogów). Klient nasz pan!