WINTER TIME…

Za górami, za lasami, krętymi zakrętami, pokonanymi autobusem w jedenaście godzin ponad pięciuset kilometrami, dwoma postojami, ciepłą czekoladą wypitą o pierwszej w nocy w pięknym, drewnianym zajeździe, wreszcie trafiam do miejsca, gdzie czas upływa ospale, a tupot ludzkich stóp nie jest aż tak pulsujący. Każdy krok stawiany w sposób wyjątkowo spowolniony powoduje, iż wnętrze człowieka się uspokaja, a ciało rozleniwia. Tutaj pośpiech mnie nie obowiązuje. Przyjeżdżam, by doładować niekiedy bardzo rozładowane akumulatory. Dom. Jakiejkolwiek formy by nie przyjął, zawsze utuli mnie w swych ramionach. Miejsce, gdzie się urodziłam i do którego zawsze mogę wrócić, złapać dystans. Uwierzyć w lepsze jutro, nawet gdy wszystko inne zawodzi. Chwilowy powrót miejskiej wilczycy do lasu. 

Baśniowe Złotniki. Nie do opowiedzenia. Do zobaczenia.

Untitled-3

IMG_7741

IMG_7731

Untitled-1

IMG_7698

IMG_7796

IMG_7790

IMG_7814

IMG_7744

Untitled-6

IMG_7811

IMG_7785

Untitled-2

IMG_7830

IMG_7845

IMG_7842

IMG_7848

Untitled-7

IMG_7820

Untitled-5