ROSENTHALER STRASSE 39

Artystyczne odurzenie, artystyczny haj.

Sztuka wszędzie, bezustannie, nieprzerwanie podążam za nią niczym cień. Nie odstępuję jej na krok. Chłonę, odczuwam wszystkimi zmysłami. Trwam. Otoczona barwną rzeczywistością, czuję jak wszystko we mnie pulsuje i gra. Pobudzenie, odprężenie, wewnętrzny spokój i harmonia. Przywracanie i utrwalanie dobrej energii. Chromoterapia i arteterapia duszy – berlińska wędrówka w kolorach tęczy.

berlińskie piesze wycieczki

Zorganizowałam sobie samotne zwiedzanie. Mimo wszystko, podróżowanie w pojedynkę wyzwala we mnie niesamowitą ilość pozytywnych wibracji. Uwielbiam ten moment, kiedy planuję wszystko, dopinam na ostatni guzik i wierzę w opatrzność, która uchroni mnie przed zagubieniem lub względnie szybkim odnalezieniem w przypadku awarii. W praktyce wygląda to tak, że zawzięcie szukam ciekawych, oryginalnych, alternatywnych miejsc (po wczorajszej wędrówce ogłaszam publicznie, iż mam do tego nieziemski dar, a internety naprawdę nie mają przede mną tajemnic!), zapisuję notes krótkimi, bardzo pomocnymi notatkami, niekiedy odręcznymi mapkami, pakuję sprzęt i wyruszam przed siebie. Mapę zawsze mam przy sobie, choć prawie nigdy z niej nie korzystam (a gdy już korzystam, siadam w przydrożnej knajpce i przy kawie planuję dalszą trasę). Wcześniej staram się rozeznać w terenie przy użyciu google maps, robiąc telefonem zdjęcia najważniejszych tras. Jest to dla mnie bardzo wygodne, zerkam co jakiś czas, czy na pewno idę w dobrym kierunku. Kiedyś częściej potrafiłam iść w drugą stronę. I to jest właśnie fantastyczne, iż z każdą podróżą wyrabiam sobie nieco większą orientację w terenie, co widoczne jest tylko i wyłącznie w samotności. Gdy podróżuję z kimś… Hmmmm… Gubię się, bo mam na kogo liczyć, zupełnie zatracam się w rozmowach, nie zwracając uwagi na otoczenie. Zdana sama na siebie automatycznie rejestruję wszystko w taki sposób, by zmniejszyć prawdopodobieństwo niechcianej zguby swojej osoby. W doskonały sposób poznaję siebie, wpadam na innych i pracuję nad swoją decyzyjnością.

Wczorajszy plan składał się z trzech mocnych punktów (wg mnie i mojej skali doznań). Dzisiaj podzielę się jednym z nich. Nie mogę się doczekać, kiedy przygotuję dla Was kolejne wpisy. Jestem zachwycona swoimi berlińskimi odkryciami. Niewiarygodne miejsca. Zobaczycie sami.

Rosenthaler Strasse 39

Naprawdę, ten adres należy zapamiętać, jeśli planuje się zwiedzanie Berlina. Niestety, jest teraz przeraźliwie zimno i każda moja wyprawa przyprawia mnie o dreszcze, ale takie miejsca sprawiają, iż serce szybciej mi bije, a umysł podpowiada: było warto! Magiczne podwórko. Cichutko sobie wyobrażam, jak fantastycznie musi funkcjonować latem. Miejsce, które oprócz niepowtarzalnego klimatu, owiane jest poruszającą historią, którą odnaleźć można w Museum Blindenwerkstatt Otto Weidt. To tutaj Otto Weidt w trakcie II wojny światowej zatrudniał w swoim warsztacie niewidomych i niesłyszących Żydów, którzy produkowali miotły i szczotki, także dla Wehrmachtu, dzięki czemu działalność zakładu została sklasyfikowana jako działania wojenne ważne dla wojska. Weidt ratował w ten sposób żydowskich robotników od prześladowań i deportacji, wielokrotnie organizował dla nich kryjówki (jedna z nich znajdowała się w pomieszczeniach dzisiejszego muzeum).

Untitled-12

IMG_8356

Untitled-1

Untitled-13

Untitled-3

Untitled-2

Untitled-4

Untitled-9

Untitled-7

IMG_8305

IMG_8299

Untitled-5

IMG_8315

Untitled-8

IMG_8343

Untitled-6

IMG_8346

Untitled-11

IMG_8337

Untitled-10