IN WONDERLAND, EXACTLY HUA HIN

Kraina czarów. Świat moich fantazji, marzeń i pragnień. Mieszkam w Tajlandii, w miejscowości Hua Hin, mieniącej się tysiącem barw. Zamierzam tutaj zostać przez najbliższe sześć miesięcy i odkrywać tajemnice tego fascynującego kraju, starając się przy tym niejako wtopić w otoczenie, co pozwoli mi poczuć jego prawdziwe oblicze. Gdyby ktoś zapytał kilka miesięcy temu, jak wygląda według mnie idealne miejsce do życia, wymieniałabym to wszystko, czym charakteryzuje się Hua Hin. Połączenie mojej miłości do miasta z wielką miłością do natury. Wysoka temperatura przez okrągły rok, piękna, piaszczysta plaża o długości 4km, nieporównywalnie niskie koszty życia w odniesieniu do Warszawy (swego rodzaju luksus w budżetowej cenie), mało białych turystów (jest to najstarszy nadmorski kurort w Tajlandii, jednak wakacje spędzają tutaj głównie Tajowie), odosobnienie, bezpieczeństwo (pomijając fakt zwariowanego ruchu na ulicach, których przechodzenie stanowi codzienne wyzwanie).

Powoli zaczynam wierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, choć każdego ranka, gdy tylko otwieram oczy, upewniam się szybko, czy aby na pewno nie jest to sen. Wstaję, wyglądam przez okno i odczuwam radość. Zdaję sobie sprawę z tego, że miejsce nie powinno stanowić o poczuciu wewnętrznego szczęścia, jednak pogoda ma ogromny wpływ na moje samopoczucie. Potrzebuję budzić się i wiedzieć, że dzisiaj, jutro i pojutrze na pewno będzie świeciło słońce. Chcę być blisko natury. I chodzić w japonkach, bez przerwy.

Z plaży, nieopodal której mam swoją tymczasową oazę i centrum dowodzenia, rozpościera się widok na przepiękne wzgórze Khao Takiab (Chopsticks Hill, Monkey Mountain), zachwycające od pierwszego spojrzenia (przykładowe zdjęcie możecie zobaczyć na moim instagramowym profilu: TUTAJ). Kompleks buddyjskich świątyń. Miejsce zagadkowe, tajemnicze, mistyczne, skłaniające do kontemplacji i wyciszenia. Wybrałam się tam w ubiegłą sobotę pojazdem o nazwie songthaew (podstawowy środek komunikacji miejskiej, połączenie busa i taksówki z dwiema ławkami umieszczonymi po obu stronach tylnej części pickupa, który zabiera pasażerów jadących w tym samym kierunku; zatrzymuje się go na żądanie, stojąc przy drodze i machając ręką, a wysiada w dowolnym miejscu – po naciśnięciu dzwonka), płacąc za bilet 1,50zł w jedną stronę. Zdecydowanie, byłam o kilka godzin za krótko, nie zdążyłam dotrzeć przed zachodem słońca do świątyni Wat Khao Takiab. Zupełnie rozmarzona podziwiałam spektakularną panoramę miasta i względnie spokojne małpy, które pierwszy raz w życiu spotkałam na wolności.

 

IMG_0329

Untitled-12

IMG_0272

IMG_0323

IMG_0288

Untitled-6

Untitled-7

IMG_0334

IMG_0302

IMG_0303

Untitled-9

Untitled-11

IMG_0316

Untitled-10

IMG_0284

IMG_0295

Untitled-8

IMG_0201

Untitled-1

IMG_0341

Untitled-13

IMG_0378

IMG_0347

Untitled-14

IMG_0387

Untitled-15

IMG_0581

IMG_0587

Untitled-16

IMG_0595

Untitled-17

Untitled-19

IMG_0625

Untitled-18

Untitled-20