HAPPY SONGKRAN – WITAJCIE W 2558 ROKU!

Szybka podróż w czasie.

Pierwsze oznaki tego, że coś jest na rzeczy odczytałam w Tesco Lotus na jednym z opakowań. Data ważności – czerwiec 2558. Ale jak? Że co? Na pewno zła pieczątka, sprawdzam kolejne. Wszystkie identyczne. Wracam do domu. Pytam wujka Google, a on mi na to: drogie dziecko, przeniosłaś się w czasie!

Podstawą moich podróży jest bardzo dobry research. Tym razem jednak nie doczytałam i po przylocie nadal żyłam w 2015 roku. Gdybym nie wpadła na owe opakowanie, szybko zostałabym uświadomiona. Na szczęście, wojna mnie nie zaskoczyła, strat nie poniosłam, zdążyłam się przygotować. Prowiant zgromadziłam, karabinu na wodę nie kupiłam, ale za to – stworzyłam domowej roboty ochraniacz (niemal pancerny) na sprzęt, który wzbudzał niemałe zainteresowanie, wywołując uśmiech na wielu twarzach. Jakże to wygląda! Nie dość, że kobieta, w dodatku biała, to celuje w ludzi aparatem owiniętym w pachnący truskawkami, różowy worek na śmieci. Gdy nadciąga niebezpieczeństwo, wrzuca go dodatkowo w wielką reklamówkę z Hello Kitty i ucieka z rękami uniesionymi w górę. Gest przydatny o tyle, że pozostały suche, w odróżnieniu od reszty ciała.

Songkran to jedno z najważniejszych i najbardziej hucznych świąt w Tajlandii. Przyjmuje formę festiwalu, który wiąże się z celebracją Nowego Roku, trwającą od 13-go do 15-go kwietnia. Jego nazwa wywodzi się od sanskryckiego słowa Sankranti, oznaczającego ruch i zmianę, nawiązującego do przejścia Słońca z jednego znaku zodiaku w drugi. Obecnie święto kojarzone jest głównie z wielką bitwą wodną, która odbywa się na terenie całego kraju. Warto pamiętać, że te kilka dni charakteryzuje przede wszystkim wymiar duchowy, religijny, wspólnotowy i rodzinny.

Subiektywna obserwacja.

Dzień pierwszy. 

Wojna na ulicach Hua Hin. W ruch idzie wszystko: wiadra, miski, pistolety, wielkie karabiny, butelki, węże ogrodowe i kreda. Wszyscy, bez względu na wiek i kolor skóry, pozwalają swojemu wewnętrznemu dziecku szaleć w najlepsze. Oczywiście, zdarzają się nadęci sztywniacy z Europy, jak krzyczący mężczyzna, obruszony ostrzelaniem polewaczką. Na szczęście, są to pojedyncze przypadki.

Wydawać by się mogło, że głównym zajęciem mieszkających tutaj ludzi było tego dnia korkowanie ulic i oblewanie wodą wszystkiego, co przejawiało jakiekolwiek oznaki życia. Plan działania przyjmował kilka form. Atak z ulicy, skrupulatnie zaplanowany – hektolitry wody napierające z pickupów. Zdziesiątkowani ludzie uzbrojeni w szybko napełniające się wiaderka, miski i pistolety. Stały dostęp do amunicji – wielkie baniaki umieszczone na tyłach samochodów. Atak z chodnika – tutaj od razu przypomniała mi się tradycja zatrzymywania orszaku ślubnego. Dokładnie tak to wyglądało – wodna brama, nieweselna. Chcesz przejść? Musisz się z nami zmierzyć! I w gruncie rzeczy, nie było gdzie uciekać. Atak jak grom z jasnego nieba, niespodziewany – nie wiadomo skąd i jak, z niezauważonego zaułka, nagle leci na ciebie woda z wielkiego wiadra, wzbogacona o porządną ilość lodu. Istny Ice Bucket Challenge. I jeszcze atak zakamuflowany, mylący przeciwnika. Czujesz, że najgorsze już za tobą, masz czas na głęboki oddech. Zatrzymujesz się, czując względne bezpieczeństwo. I nagle, po tajniacku otwiera się okno w samochodzie… Cel, pal!

Wszędzie rozbrzmiewa bardzo głośna muzyka. W kółko jedna melodia, zapewne tajski song typu Ona tańczy dla mnie – myślisz. Z każdego samochodu słyszysz ją w innym momencie jej trwania, w tym samym czasie. Tu refren, tam pierwsza zwrotka, tu koniec. I w zasadzie wszystko ci jedno, bo i tak nie dostrzegasz różnicy między początkiem a końcem tajskiego zdania. Słów też nie jesteś w stanie rozróżnić, stanowią one dla ciebie jeden wielki niezrozumiały ciąg.

Na widok twarzy innych ludzi, uśmiechasz się natychmiastowo. Zapominasz nawet, że wyglądasz identycznie, albo bardziej kolorowo. Wszyscy wysmarowani kredą w kolorach tęczy, przyjęli barwy wojenne. Wszechobecna radość, pozytywna energia i silnie odczuwalna prawdziwość błogosławieństwa w nieznanym dotąd geście. Wszystkiego dobrego, szczęśliwego Nowego Roku – wypowiadanym słowom towarzyszy delikatne mazanie twarzy rozrobionym z wodą talkiem. Rytuał oczyszczania jest w tych dniach odczuwalny w każdej niemal czynności. Przemiana, przejście ze starego w nowe, pożegnanie złego i niechcianego, życzenie pomyślności.

IMG_0998

IMG_0698

IMG_0693

IMG_0710

IMG_0712

IMG_0730

IMG_0737

IMG_0731

Untitled-3

IMG_0878

IMG_0910

IMG_0880

IMG_0882

IMG_0884

Untitled-1

IMG_0977

IMG_0901

IMG_0895

IMG_0912

IMG_0916

IMG_0911

IMG_0905

IMG_0951

IMG_0960

Untitled-4a

IMG_0964

IMG_0973

IMG_0967

Untitled-2

IMG_0846

IMG_0867

IMG_0858

IMG_0851

IMG_0738a

IMG_0740

IMG_0744

IMG_0748

IMG_0756

IMG_0758

IMG_0760

IMG_0769

Untitled-5

IMG_0772

IMG_0810

IMG_0814

Untitled-6

IMG_0817

IMG_0820

Dzień drugi.

Byłam przygotowana na to, że woda będzie lała się przez trzy dni. Ku mojemu zdziwieniu, na ulicach panował spokój. Jakby poprzedniego dnia zupełnie nic się nie działo. Tylko samochody w kolorowe kropki, z dłońmi odbitymi na szybach, przypominały o poniedziałkowym szaleństwie.

IMG_0983

Na plaży tłum, jak nigdy. Zapewne jest to czas, kiedy do swoich domów powracają osoby pracujące na co dzień w Bangkoku. Rodzinne święto. Pielęgnowanie relacji, odwiedzanie najbliższych, wspólne spędzanie czasu. Wieczorem z głośników słychać było długą modlitwę, spokojne śpiewy mnichów. Domyślałam się, że dochodziły ze wzgórza Khao Takiab, tutejszego zagłębia świątyń, którego niewielką część odkryłam przed Wami w poprzednim wpisie: in Wonderland, exactly Hua Hin.

IMG_1000

IMG_1005

IMG_1007

IMG_1016

Dzień trzeci.

Odwiedziłam kilka świątyń, jednak wszelkie znaki wskazywały, że większość ważnych wydarzeń mogła odbywać się wieczorem dnia poprzedniego lub wczesnym rankiem pierwszego dnia Nowego Roku (ostatni dzień Songkranu). W kilku miejscach porozstawiane były kolorowe namioty, gdzie kolejno wydzielone zostały boksy. W każdym z nich stały puszki, do których świętujący wrzucali darowizny, po czym oddawali się modlitwom, zapalali świece i kadzidełka, składali kwiaty, dobudowywali kolejne części piaskowej pagody, przyozdabiając ją małymi flagami (przynoszą szczęście), polewali posągi wodą, na końcu umieszczając na nich złote naklejki (obmywanie odbywało się już od kliku dni w wielu miejscach, także w centrach handlowych, przy głównym wejściu do Tesco Lotus, czy nawet KFC). Tego dnia mogłam wyłącznie obserwować i próbować choć w niewielkim stopniu odczytać nagromadzone znaki. Wszelkie gesty, jakie można dostrzec w trakcie Songkranu, związane są przede wszystkim z symbolicznym zmyciem tego, co stare, zażegnaniem tego, co złe. Oczyszczający rytuał ma przynieść szczęście i dobrobyt w nadchodzącym roku. 

Untitled-7

IMG_1034

IMG_1036

IMG_1047

IMG_1043

IMG_1045