NIGHT + MARKET

W Tajlandii jak u babci – bycie głodnym jest wręcz niemożliwe.

Każda pora dnia i nocy, każdy chodnik, kawałek plaży i róg ulicy stanowią sposobność idealną, by zasmakować azjatyckich specjałów. Drogi żarciem usłane. Królestwo jedzeniowej rozkoszy, kulinarnych uniesień, intensywnych zapachów i niebiańskich doznań.

Wstajesz. I myślisz o jedzeniu. Pracujesz. I myślisz o jedzeniu. Idziesz ulicą. I myślisz o jedzeniu. Jedziesz skuterem. I myślisz o jedzeniu. Idziesz spać. I myślisz o jedzeniu. Przecież śniadania nie można tak od razu po kolacji. To jest jakiś obłęd. Opętanie. Myśl oby poszło w cycki staje się tutaj nad wyraz aktualna. Niemal jedyna, której nie puszczasz podczas medytacji. Kupujesz, kiedy jesteś głody, a gdy jesteś najedzony – też kupujesz. Bo ładne, bo inne, bo tak uroczo się uśmiecha, bo pachnie, bo dziwne, bo obrzydliwe, bo mucha siada, bo w Warszawie tego nie ma, bo tak tanie, że aż trzeba, bo grzech nie spróbować, bo można zgłodnieć od samego patrzenia. Wszędzie przekąski! Malutkie, drobniutkie, na raz. Takie ammmmmmmm, ciach! Śladu nie ma. Dowodów szybko się pozbyć, buzię wytrzeć, kąciki ust musnąć rogiem chusteczki, patyczki wyrzucić. A jak nikt nie widział, to ponoć się nie liczy.

Nie da się tego wszystkiego w jednym wpisie pomieścić. Sposobów na zaspokojenie głodu jest tutaj całe mnóstwo. Będzie sporo postów jedzeniem inspirowanych.

Na pierwszy ogień: nocne markety.

Mogłam napisać, że dopiero nocą te miejsca zaczynają istnieć. Być. I co z tego, jak porównania nie ma. Jak sobie to wyobrazić? Pojechałam, objechałam i dokumentację zrobiłam. Zestawienie jest. Naprawdę, ile razy przejeżdżam obok wczesnym rankiem, tyle razy przeżywam podobne zdziwienie: czy to faktycznie to samo miejsce? Przyzwyczajona do wieczornych widoków, za każdym razem mam wrażenie, że się zgubiłam. Gdy dzień przechodzi w noc, wszystko się zmienia. Temperatura jest o wiele bardziej znośna, ludzie zaczynają wychodzić tłumnie ze swoich domów, budząc się niejako do życia, drugi raz w ciągu jednego dnia. Zaczynają szukać pożywienia wśród niezliczonej ilości straganów. Mięsożercy, wegetarianie, łakomczuchy i kulinarni smakosze wybierają się na nocne łowy.

Market bez nazwy (nawet nie wiem przy jakiej ulicy, ale ulubiony ze wszystkich).

Pamiętam jedynie jak dojechać, znam ceny i poznałam już niektórych ludzi. W takie miejsca trafia się zazwyczaj przypadkowo, jednak nieprzypadkowo zapisują się one na naszej liście best, top, najlepsze z najlepszych. Białe twarze docierają do nich wyjątkowo rzadko, a wszelkiego rodzaju przewodniki skąpią dla nich swoich stron. A to tutaj właśnie można poczuć prawdziwą magię lokalnego życia i zasmakować tajskiej codzienności. Historia na każdym kroku, nowe znajomości, które zapoczątkowuje swego rodzaju ciekawość i odmienny kolor skóry. Ceny wyjątkowo niskie, nie są zawyżane za białą gębę. Kilogram świeżego, dojrzałego mango – 1zł!, przepyszne szaszłyki (świnka, kurczak, vege – 0,70zł za jeden), sticky rice – 0,50zł, duży woreczek ugotowanego ryżu jaśminowego – 0,50zł, ryż grillowany w liściach bananowca – niecałe 2zł, porcja kokosowych placuszków (8 sztuk) – 2zł. Przejeść tutaj 10zł – ogromne wyzwanie. Zdecydowanie pękam po wydaniu trzech.

Niezwykle kontrastowe miejsce. Począwszy od samego zapachu. Imbir, trawa cytrynowa, czosnek, curry, delikatnie wyczuwalne mango i uderzająca woń duriana, gdzieś dalej unosi się aromat grillowanego mięsa przeplatany zapachem świeżych owoców morza. Sprzedający przyglądają się uważnie, nie przerywając żwawych rozmów między sobą. Stoją, opierają się o plastikowe krzesła lub z podkurczonymi nogami spożywają obiadokolację, siedząc na blatach tuż obok oferowanych produktów.

Pstryk… Obraz zamknięty w kadrze. Chowam aparat. Kupuję kilka smakołyków i maszeruję w stronę parkingu, gdzie stoi mnóstwo skuterów. Opierając się delikatnie o swój, wcinam najlepsze szaszłyki w mieście. Przyglądam się temu wszystkiemu z podziwem, który wciąż mnie nie opuszcza.

IMG_3820

IMG_3448

IMG_3414a

IMG_3432

IMG_3415a

IMG_3423

IMG_3421

IMG_3442

IMG_3443

IMG_3452

IMG_3457

IMG_3456

IMG_3471a

IMG_3459

IMG_3458

IMG_3433

IMG_3475

IMG_3480

IMG_3467

IMG_3463

IMG_3493

IMG_3502

IMG_3516

IMG_3533

IMG_3764

IMG_3497a

IMG_3490

IMG_3507

IMG_3413

Night Market.

Nocą można poczuć się tutaj jak na Times Square. Najbardziej kolorowe i ruchliwe miejsce w Hua Hin. Trzeba się wykazać niezłym sprytem, by w takim tłumie wybrać najlepszy street food. Samo podjęcie decyzji nie jest jednak wyczynem w porównaniu do cierpliwości, którą należy się wykazać, by przetrwać długie oczekiwanie w kolejce. Na tej podstawie śmiało można wybrać potencjalną jadłodajnię. Im dłuższa kolejka, tym lepsze rzeczy serwują. Kobieta sprzedająca lody domowej roboty i mężczyzna przyrządzający roti (jeden z najbardziej popularnych tajskich deserów) biją rekordy pod względem umiejętności przyciągania klientów. Myślałam, że takie kolejki są tylko w placówkach Poczty Polskiej!  

Ceny o wiele bardziej turystyczne, zwłaszcza jeśli chodzi o świeże owoce i warzywa. Kilogram mango – 5zł (pięć razy drożej w porównaniu do marketu bez nazwy). Piękna otoczka i odganianie much kosztuje. Mimo wszystko, miejsce można uznać za kulinarną mekkę dla wszystkich, którzy chcą naprawdę dobrze zjeść. Pomiędzy straganami z pamiątkami, mnogością barwnych suwenirów, ukryte są budki z tradycyjnymi tajskimi daniami, smakołykami, czy świeżymi owocami morza.

Z każdej strony buchają wysokie płomienie, które w zamierzony sposób przykuwają uwagę i podsycają uczucie głodu. W kotłach bulgocze ciecz. Grube bańki pękają co chwilę, ochlapując ich brzegi. Drewniane łyżki monotonnie zataczają kręgi. Makaron skwierczy. Szefowie kuchni wprawiają jedzenie w ruch, podrzucając zawartość ponad rozgrzane woki. Świst noża, delikatne stuknięcie, jajko wbite, rozkruszone skorupki lądują w śmietniku. Ludzie cmokają z zachwytu. Ktoś mlaszcze, ktoś klaszcze. Istny spektakl odgrywany przez kucharzy.

IMG_3839

IMG_3544

IMG_3672

IMG_3555

IMG_3671

IMG_3583

IMG_3577

IMG_3762

IMG_3743

IMG_3564

IMG_3586

IMG_3621

IMG_3726

IMG_3626

IMG_3637

IMG_3614

IMG_3643

IMG_3654

IMG_3656

IMG_3605

IMG_3657

IMG_3685

IMG_3650

IMG_3669

IMG_3658

IMG_3664

IMG_3648

IMG_3742

IMG_3697

IMG_3590

IMG_3736a

IMG_3709

IMG_3718

IMG_3720

IMG_3714

Market 88

Nocne centrum rozrywki dla wygłodniałych, zlokalizowane niedaleko ulicy 88. Muzyka na żywo, podświetlony diabelski młyn, pośrodku kamienne stoły i krzesła. Specjalnie wydzielone miejsce na brudne talerze i umywalka z lustrami, gdzie po jedzeniu można umyć ręce. Im bliżej cywilizacji, tym więcej sztuczności, mniej wzajemnej ciekawości i bezinteresownych kontaktów. Kolejny biały klient.

IMG_3852

IMG_3773

IMG_3801

IMG_3793

IMG_3775

IMG_3799

IMG_3783

IMG_3786

IMG_3810

IMG_3788

IMG_3807

IMG_3815