NINJA, ANANAS, ZIMA I CIPKA – O IMIONACH W TAJLANDII

REAL NAME. Imię rejestrowane, istniejące wyłącznie w dokumentach.

 
1.

– Proszę jeszcze uzupełnić imię swojego przyszłego męża, nazwisko, imiona jego rodziców i… to by było na tyle. Dokumenty będą do odebrania jutro rano.    

Ambasada Polski w nowym budynku, nieporównanie piękna, nowoczesna, klimatyzowana, a mnie uderza gorąc, podobny do tego, który uderza tuż po wyjściu z samolotu lądującego w Bangkoku. Z trudem złapać oddech. Jak przeliterować jego imię… Dziwnie czułabym się pytając go, jak ma na imię, biorąc pod uwagę, że już niedługo mamy wziąć ślub. A może by tak po kryjomu wejść szybciutko na Facebook, spisać dumnie brakujący element? Odpada. Widnieje tam jego stare imię, jedno z czterech, które nosił do tej pory.

– Pook, bo wiesz… muszę podać Twoje imię, a… znam jedynie to z Facebooka, no i… ono jest nieaktualne. Możesz wpisać tutaj swoje aktualne dane?

Nagle widzę lekkie zakłopotanie w jego oczach. Rozpina w wielkim popłochu saszetkę, grzebie, szuka, wyciąga paszport. Ale jak to? Zapomniał, że go jeszcze nie wymienił, a ten oprócz przeterminowanej daty ważności zawiera także stare dane. Szuka dalej. Jest! Na szczęście, dowód osobisty musi być aktualny. Bierze do ręki, czyta, spisuje swoje imię. Nawet go nie pytam, czy to naprawdę może być prawda, by nie wiedzieć, jak się zapisuje własne imię. Przecież go prawie nie używa.

2.

– Jak oni mają na imię?

– Kto?!

– No, rodzice. Przecież mam ich tutaj wpisać.

Myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy, ale teraz to chyba zemdleję. Mama i tata – oni mają jakieś imiona? Tak, zmieniane trzykrotnie, a Pook za nic nie może sobie przypomnieć kolejności ich następowania po sobie. Nie pamięta aktualnych, wpisuje więc te, które widniały w ich dokumentach po drugiej zmianie.

3.

Budzę się rano i nim wstaję z łóżka, nagle rzuca się na mnie wielka, ogromna myśl.

– Trzy miesiące po ślubie, a ja nadal nie wiem, jak ma na imię moja teściowa.

 

Oprócz wiadomych, administracyjnych celów, można odnieść wrażenie, iż Tajowie posiadają formalne imiona tylko po to, aby mogli je zmieniać na przestrzeni lat. Wielu z nich jest bardzo zabobonnych, recepty na lepszą przyszłość szukają u wróżbitów i mnichów. Zazwyczaj wierzą, iż nowe imię zapoczątkuje nowy okres w ich życiu lub wyzwoli od prześladującego pecha. Nadawane tuż po urodzeniu, rejestrowane w urzędzie, figuruje w dokumentach obok nazwiska. Często bardzo długie i skomplikowane. Nieużywane w życiu prywatnym, towarzyskim. Posiadające ukryte znaczenia, wyznaczane przy pomocy horoskopów, astrologicznych obliczeń, układu gwiazd.

Mój mąż zmieniał imię trzykrotnie. Jak tłumaczy, to nadane przez rodziców wydawało się być wyjątkowo ciążące, nacechowane nieszczęściem i niepowodzeniem, blokujące rozwój. Po wizycie u doświadczonego mnicha, który stwierdził, że imię faktycznie należy zmienić, jeszcze jako nastolatek przyjął nowe, wyznaczone na podstawie świętej analizy tajskiego alfabetu w odniesieniu do problemu, daty urodzenia, etc. Wraz z upływającym czasem Pook zaczął jednak odczuwać, iż traci ono nadaną mu moc, a znaczenie mniej pasuje do obecnego etapu życia. Nowe imię wybrał przy pomocy przepowiadacza przyszłości. Dzięki magicznym wyliczeniom, miało przynieść sukces finansowy. Po kilku latach całkiem dobrych zarobków i sukcesów, pojawiły się problemy, które miały nieść przesłanie, iż pieniądze to nie wszystko. Ostatnie imię to Zwycięzca. Nadaje mu mocy, chroniącej nawet podczas wojny. Ten, który zwycięża przeciwności, ma siłę i dobre życie. Czy je kiedyś zmieni? Mówi mi, że NIE. A ja mówię Wam, że TAK.

 

_mg_4826_small_a

 

NICKNAME. Kreatywne przydomki potomków.

 

1.

Cipcia, cipuchna, cipeczka. Rodzice nazywali tak swoją nowonarodzoną córeczkę. Cipka jednak wyrosła i stałą się szkolną Cipą. Wiele upokorzeń kolegów ze szkolnej ławy skłoniło ją do tego, by zmienić znienawidzony nick. Teraz jej przydomek, którym posługuje się w życiu codziennym, nawiązuje do mieniącego się złotem ryżu, gotowego do zbioru. Jednak mimo iż ma 65 lat, a jej matka ponad dziewięćdziesiąt, odwiedzając swój rodzinny dom zawsze mierzy się na nowo z koszmarem dziecięcych lat, chorym wymysłem rodziców. Dla nich nickname często bywa niezmienny.

2.

Stop! Stop! Stop!

Wszyscy się zatrzymują. Matka biegnie i łapie swojego syna. Jeszcze kilka lat temu nawet nie marzyła o przeprowadzce z Tajlandii do Ameryki. Nadając synowi imię-nick, pragnęli dać wyraz temu, iż z ich strony to już koniec. Wydając na świat ostatniego potomka, mówią jednocześnie STOP dalszej prokreacji. Amerykańska codzienność zweryfikowała przydomek, skracając go ze Stop do Top.

3.

Pik i Pook. Szwagier i jego brat, mój Mąż.

4.

Wrzuciła na Facebook zdjęcie testu ciążowego. Są dwie kreski, imię też już jest. Ninja (tak, nie Nina, a NINDŻA). Ciekawostką jest, iż dziecko nie będzie miało nicku. Wyjątkowo rzadko Tajowie ograniczają się do nadania dziecku wyłącznie imienia rejestrowanego, choć i wtedy ich wyobraźnia bywa nieograniczona.

5.

Syn czy córka? Jeszcze nie wie, za wcześnie. Wybrali zatem przydomek pasujący według ich mniemania do obu płci. Będzie Ananas.

6.

Dwóch braci: Ford i Jeep. Po kilku latach do rodzeństwa dołączył Fiat, który jest kobietą.

7.

Para od ośmiu miesięcy. On Goldmaker, ona – Złotoskóra. Nic dziwnego, że połączyła ich miłość. Wcześniej jednak on był Lwem, a ona Księżycem. On zmienił przydomek ze względu na to, iż miał być pechowy. Ona pierwszy nickname otrzymała od pielęgniarki, tuż po porodzie. Po kilku latach rodzice zapragnęli nadać jej nowy, stworzony przez nich. W ten właśnie sposób została tą, której skóra jest jak złoto.

 

_mg_4192

 

Wraz z oficjalnym imieniem dziecko otrzymuje w Tajlandii nickname, czyli swego rodzaju przezwisko, którym najczęściej posługuje się przez całe życie. Pod tym niezwykle krótkim słowem znani są wśród członków rodziny, znajomych i przyjaciół. Jeśli nie znamy czyjegoś nickname, to znaczy, że tak naprawdę nie znamy tej osoby.

Przydomki niewiele mają wspólnego z oficjalnym imieniem. Tworzone są na podstawie wyglądu w pierwszych dniach życia, cech fizycznych lub zachowania (Gruby, Chudy, Drobny, Cichy, Piękna), ulubionych owoców, zwierząt (Żaba, Królik, Kurczak, Kot, Tygrys, Żółw, Ptak, a nawet Robak), czy też kolejnych liter alfabetu (do tej pory poznałam osobiście A, E, F, G i O).

Wybór zupełnie dowolny, ograniczony tylko i wyłącznie wyobraźnią rodziców, inspirowany często wykonywanym przez nich zawodem. I tak Kalmar zawdzięcza swoje imię ojcu rybakowi, a Banan – rodzinnej plantacji bananów, Świnia natomiast ma ojca rzeźnika. Imię może nawiązywać do zachcianki jaka towarzyszyła matce w okresie ciąży, ulubionej pory roku lub pogody (Zima, Deszcz, Słoneczny, Pochmurny). O przezwisku czasami decyduje kolejność urodzenia, w zależności od ilości potomków, będą oni Jedynką, Dwójką, Trójką itd.

Przydomki bywają skracane przez rówieśników w okresie szkolnym, więc Nindża może stać się Dża. Mogą także zostać zmienione na zupełnie nowe, według przyjaciół – bardziej trafne. Przezwisko, które ma lepiej opisywać daną osobę, może utrwalić się jako nowy nickname. Zdarza się także, że niektórzy Tajowie nie lubią swoich nicków lub np. zainspirowani Zachodem  tworzą sobie nowe pseudonimy. Funkcjonują one jednak wyłącznie w środowisku towarzyskim. W rodzinnym domu osoba będzie znana pod starym przydomkiem.

 

_mg_3880

 

Nowością dzisiejszych czasów jest nadawanie wyłącznie formalnego imienia oraz wielosylabowość tworzonych nicków. Wcześniej bardzo krótkie i jednosylabowe, teraz te najbardziej oryginalne składają się z dwóch, a niekiedy nawet trzech sylab. Można zauważyć, że wielką popularnością wśród młodych rodziców cieszą się dzisiaj imiona Niebo oraz Ocean.

Coraz częściej przestaję się dziwić i porównywać, bardziej staram się zrozumieć, zebrać jak najwięcej informacji, docierać do źródła, pragnąc tym samym usłyszeć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Tych jest wiele, każdego dnia pojawiają się nowe. To, co dla nas może być niezrozumiałe, zabawne, czasami denerwujące, wkurzające i zagmatwane, wywodzi się z zupełnie odmiennej nam tradycji i kultury. Czytam Tajlandię jak fascynującą książkę. Wciąga od pierwszych dni, zachwyca kolejnymi stronami i mam nadzieję, nigdy nie przestanie zaskakiwać.