LOST SOUND OF SOUND LIBRARY

Odbywane przez nas podróże mają ostatnio głównie muzyczny charakter. Nie ruszając się z Warszawy, zwiedzamy świat w rytm najróżniejszych dźwięków. Codziennie poznajemy ludzi, którzy z miłości do sztuki i muzyki tworzą fantastyczne, oryginalne, przepełnione ciepłem miejsca. Bardzo się cieszę, że Pook poznaje nasz kraj przez pryzmat barwnych, kreatywnych, utalentowanych i interesujących osób. Jeszcze bardziej się cieszę, gdy z uśmiechem mówi, że kocha Polskę.

Klimatyczne, magnetyzujące ARTprzestrzenie przywołują wspomnienia o pracy, której oddajemy się w Tajlandii. To tam wspólnie z Pook’iem prowadzimy Sound LibraryFood & Drink Art Gallery. W Europie przyglądamy się pracy właścicieli przeróżnych lokali, obserwujemy pracowników, szukamy nowych pomysłów i inspiracji, wsłuchujemy się w występy niezwykłych artystów. Zwracamy uwagę na przepełnione sympatią podejście do klientów, rodzinną atmosferę, wielką gościnność, po czym – przybijamy z Pook’iem piątkę. Jesteśmy tego pewni – robimy w Hua Hin kawał dobrej roboty! Cieszymy się, że wielu ludzi charakteryzuje podobne do naszego myślenie o tym, że warto tworzyć DOBRO i dzielić się ze światem tym wszystkim, co potrafimy robić najlepiej. Dzisiaj o wiele bardziej rozumiem słowa wypowiadane przez naszych rozentuzjazmowanych klientów. Odkryć magiczne miejsce to prawdziwy skarb! Zwłaszcza takie, gdzie robienie sztuki ważne jest ponad wszystko.

Często łapię się na tym, że mogę bez końca, z wielkim nakręceniem opowiadać o tworzonych przeze mnie ponadmetrowych koktajlach, tłumacząc proces powstawania tych autorskich, owocowo-warzywnych konstrukcji z procentową zawartością od samego początku: od pierwszego zerwanego o poranku liścia, zabranej z plaży gałęzi palmy kokosowej wyrzuconej przez morze i codziennym polowaniu na jak najbardziej niespotykane warzywa i owoce w promieniu 30km od naszego domu. Pook z równie wielkim uwielbieniem wspomina proces kulinarny i techniki powstawania jego piętrowych steków. Choć zawsze chciałam, to nigdy nie miałam czasu, by udokumentować zwykły/niezwykły dzień naszej pracy. Oryginalność Sound Library tkwi nie tylko w atmosferze i unikalnym, niespotykanym nigdzie indziej na całym świecie menu. Czas oczekiwania na zamówione koktajle i steki można przyrównać do jednej godziny lekcyjnej (spokojnie – w szkole podstawowej, nie na uniwersytecie)! Fotografowanie przez nas efektów wspólnego tworzenia jest nie tylko niewskazane ze względu na szacunek do wygłodniałych i spragnionych klientów, ale jest też niemożliwe ze względu na ponaglający nas czas mierzony topniejącymi kawałkami lodu w koktajlach i zdecydowanie zbyt szybko stygnącym mięsem. Dzisiaj doceniamy wszystkie smartfonowe zdjęcia klientów, którzy podzielili się nimi na Instagramie, tworząc jedyne w tym momencie świadectwo naszej niezrównoważonej wyobraźni.

Na szczęście, podczas organizowanych przez nas licznych koncertów w tej mini przestrzeni, pomiędzy wydawaniem ludziom piwa a robieniem sałatek, zapalaniem świeczek, zmywaniem naczyń i wydawaniem reszty, znajdowałam kilka sekund na zrobienie zdjęć, które dzisiaj mają dla nas zdecydowanie dużą wartość.