EXPEDITION VOSKHOD

EXPEDITION VOSKHOD – DWIEMA WOŁGAMI Z MOSKWY NA BALI

Chłopaki z Expedition Voskhod właśnie dotarli do Porto, realizując tym samym swój kolejny, imponujący plan. W ubiegłym roku grupa podróżujących artystów odwiedziła nas w Hua Hin, gdzie zatrzymali się w trakcie podróży z Moskwy na Bali. Nie byłoby nic dziwnego w tej wyprawie, gdyby nie fakt, iż przemieszczali się dwiema starymi Wołgami. Od października 2016 do lutego 2017 pokonali łącznie 24 000 km. Zagrali ponad 40 koncertów w Rosji, Kazachstanie, Kirgistanie, Chinach, Laosie, Tajlandii, Malezji, Singapurze i Indonezji. Oprócz odkrywania piękna świata, po drodze sprzedawali zaprojektowane wcześniej koszulki i gadżety, malowali obrazy oraz kręcili filmy. Dobitnie dali wyraz temu, że łączenie podróży ze sztuką jest jak najbardziej możliwe, a chcieć znaczy móc.

Poznaliśmy sześciu chłopaków z ambitnym planem i fajnym pomysłem na życie, jednak niestety nie zobaczyliśmy ich samochodów, bo te utknęły na granicy z Kambodżą. Nieprzewidziana sytuacja stawiała pod znakiem zapytania ich koncert w Sound Library, który planowaliśmy ze sporym wyprzedzeniem. Papierkowe, formalne kwestie nie były w stanie jednak ich zatrzymać. Zostawili na granicy samochody, po które wrócili po kilku dniach i dwóch koncertach (w Bangkoku i Hua Hin) wraz z odpowiednimi dokumentami upoważniającymi ich do jej przekroczenia.

KONCERT W SOUND LIBRARY

Wydarzenie, które odbiło się pozytywnym echem i przyciągnęło do nas wielu rosyjskich ekspatów. Magiczna Soi51 nigdy wcześniej nie gościła tak licznie zgromadzonej widowni. Ludzie dosłownie wyszli na ulicę, bo zabrakło miejsca w naszym niewielkim lokalu.

Organizacja show stanowiła dla nas wyzwanie. Rozwieszaliśmy plakaty i rozdawaliśmy ulotki na plaży, w mieście, chodząc od domu do domu, rozmawiając z napotkanymi po drodze turystami. Miły powrót do przeszłości. Mimo promocji wydarzenia na Facebooku, postawiliśmy na drogę bezpośredniej komunikacji. Organizując podobne temu wydarzenia, zawsze musimy się mierzyć ze sporym dla nas problemem: jak pomieścić się w lokalu, w którym miejsca nie ma? I jak zorganizować scenę tam, gdzie jej na pewno być nie może? Wynosimy się na chodnik razem z dwiema sofami, wieloma krzesłami i stolikami, tworząc koncertową przestrzeń w lokalu i widownię poza nim.

Oczywiście, że nie można zajmować chodnika, tym bardziej nie można zajmować ulicy. Policja zazwyczaj przymyka oczy na te drobne, codzienne przewinienia. Czasami jednak przestaje przymykać. Pamiętam sytuację, gdy szef baru z naprzeciwka zrobił wielką imprezę, podczas której wystawił na ulicy zespół grający tajskie Disco Polo. Sytuacja stała się na tyle nie do zniesienia, że ktoś zawiadomił policję. Wszystkie okoliczne knajpy w mgnieniu oka oczyszczały zajmowaną przestrzeń, upychając wszystko za szklanymi drzwiami lokali. W takich sytuacjach najczęściej na upomnieniu się nie kończy, bo policjanci tracą swój cenny czas. Właściciele muszą pojawić się na komisariacie i opłacić otrzymane mandaty za nielegalne zajmowanie chodnika, w wysokości 10-ciu polskich złotych. Nie ważne, kto robił imprezę, kto zakłócał ciszę, kto zadzwonił, a kto nabroił. Przyjechała policja, karę ponoszą wszyscy.