AZJATYCKIE OWOCE

AZJATYCKIE OWOCE

Owoce to moja miłość, inspiracja i codzienna pasja. Główny składnik diety, baza wyjściowa śniadań, obiadów, kolacji, podwieczorków, lanczów i przekąsek. Odkrywanie, poznawanie, kupowanie, zajadanie. Każdy mój dzień kręci się wokół nich. Otwieram oczy – widzę piękne liście bananowca za oknem sypialni. Przepyszną, soczystą papaję pokrojoną w pół-krążki, oblaną świeżym miąższem marakui wcinam na dachu o poranku, w południe zajadam ze smakiem chrupiącego ananasa. Świeży, krojony w momencie zakupu, aromatyczny, delikatny, wyławiany wykałaczką z plastikowej torebki, do której zawsze dołączana jest kolejna, plastikowa mini-torebeczka z cukrową posypką w pomarańczowym kolorze – z tej rezygnuję od razu, takich smaków się nie doprawia.

I’M A #FRUITLOVER

Codziennie przeczesuję markety, szukam nowych, nieznanych jeszcze mi owoców, odkrywam ich nowe smaki nieprzerwanie od kilku lat. Kraina nigdy niekończących się owocowych doznań. Zaglądam do wszystkich stoisk sprzedawców w najbliższej okolicy, szukam tego, czego jeszcze nie próbowałam, rozglądam się w poszukiwaniu nowego. Fakt odkrywania, poznawania i stałego dziwienia się nowymi, nieznanymi często wcześniej owocami akurat w moim przypadku jest zrozumiały – zachwyca mnie wszystko, co nie jest gruszką, jabłkiem i polską śliwką. Prawdą jest jednak to, że bardzo często znajdujemy w tym całym naturalnym bogactwie to, czego nazwy i smaku nie zna nawet Pook, mieszkający w Tajlandii od urodzenia.

OWOCOWY WYPAS

Oferta owoców i warzyw nie tylko jest full wypas niemal przez cały rok, w stałej cenie oscylującej wokół dwóch złotych za kilogram w porywach do pięciu. Ona nigdy się nie kończy! Zawsze znajdzie się coś, czego podniebienie nie zna, co kusi swym dziwnym wyglądem. Paleta niezliczonych barw i odcieni owocowo-warzywnych, fantastycznych smaków, pięknych i fikuśnych kształtów. Nieskończone źródło inspiracji. Zachwycają mnie, gdy szukam ich dziwnych odmian na marketach, przyciągają moją uwagę swoimi osobliwymi kształtami, strukturami, kolorami. To one stanowią bazę budowanych przeze mnie koktajlowych konstrukcji. Uwielbiam się im przyglądać, dotykać, przepoławiać, podziwiać urok zamknięty w ich wnętrzach, układać kolejne piętra na szklankach, dekorować ukazując innym piękno tam, gdzie go nie dostrzegają. Zachwycać się i wywoływać zachwyt u innych.

EGG FRUIT, YELLOW SAPOTE, CANISTEL – ลูกเซียนท้อ

Jeden z moich ulubionych owoców. Tuż obok papai, mango, pithecellobium lour, kokosa, marakui, rambutana, longana, liczi, diospyros decendra dulce i duriana. Wymienić tylko jeden? Niemożliwe. Choć zapewne byłaby to papaja. I mango. Żółto-pomarańczowy owoc, który swym wyglądem przypomina właśnie małą papaję. Skórka nabłyszczona, jakby kredkami świecowymi malowana. Miąższ przywodzi na myśl ugotowanego ziemniaka. Nazwa egg fruit nawiązuje natomiast do podobieństwa jego struktury do ugotowanego jajka, a dokładnie – żółtka. Canistel jest naprawdę pyszny, delikatny, bardzo słodki. I tak jak sporo owoców umieszczonych we wpisie – niełatwy do znalezienia. Owoce yellow sapote zazwyczaj kupujemy w miejscowości Phetchaburi. Czasami wyjątkowo małe, innym razem – takie piękne okazy:

 


DIOSPYROS DECANDRA LOUR ลูกจันทร์

Uwielbiam!!! – to mało powiedziane. Ten niewielki krążek skrywa w sobie najpiękniejszy zapach owocowy, jaki znam. Często kładę kilka sztuk na stoliku w sypialni, a ich zapach unosi się w pokoju przez kilka dni. Niestety, te naturalne perfumy z rodziny Diospyros Decandra są bardzo nietrwałe, więc nim się zepsują, warto je zjeść. Po wgryzieniu się w soczysty miąższ i pierwszym słodkim kęsie, pozostaje posmak delikatnej goryczy. Gruba skórka, choć oczywiście jadalna, potęguje cierpki smak – najlepiej jeść sam środek.

 


BENGAL CURRANTS, CARISSA CARANDAS, KARANDA มะม่วงหาวมะนาวโห่

Owoc można przyrównać ze względu na wygląd, jak i właściwości do żurawiny. Świeża karanda ma gorzko-kwaśny smak. Tajowie ceniący ten owoc zalecają jeść ich kilka dziennie, zwłaszcza osobom, które palą papierosy. Ponoć w doskonały sposób oczyszczają organizm oraz zapobiegają niepożądanym chorobom. Mamy to szczęście, że rodzice Pook’a wokół domu mają całą plantację przepięknych, kolczastych krzewów karandy. Zajadamy zarówno świeże, jak i w postaci przetworzonej – mama robi z nich przepyszny sok, a także zamyka je w słoikach w słodkiej marynacie – tę wersję lubimy najbardziej. Zwłaszcza, gdy po wyciągnięciu z zamrażarki, wcinamy ich lodową wersję. Wielkie bogactwo witaminy C. Owoce odświeżają jamę ustną, obniżają gorączkę, chronią serce, pomagają we wszelkiego rodzaju zaburzeniach pracy żołądka, dobrze wpływają na wygląd skóry, zawierają potas i magnez, wzmacniają system odpornościowy. Choć ich cierpki smak może nie zachęca, warto je spożywać ze względu na drogocenny charakter.

 


SMOCZY OWOC, PITAJA, TRUSKAWKOWA GRUSZKA

Pitaja – jeden z piękniejszych owoców, o bardzo oryginalnym, inspirującym wyglądzie. Według legendy został stworzony tysiące lat temu przez ziejące ogniem smoki, które konając w przegranych walkach, wydawały ostatnie tchnienie w postaci owocu. W rzeczywistości pochodzenia nazwy można upatrywać w kształcie kaktusów, na których się rodzą. Ich długie, zwisające łodygi zwieńczone są owocami niczym różową głową smoka z zielonymi, grubymi łuskami. Są trzy odmiany truskawkowej gruszki, dotychczas próbowałam dwóch: różowej o białym miąższu oraz różowo-czerwonej z miąższem w kolorze intensywnej magenty (ta wersja farbuje, plami dłonie i ubrania, jest też nieco bardziej słodka – trzeba uważać na robaki, bo także je uwielbiają). Przyrządzone z tej odmiany smoothie zarówno dobrze smakuje, jak i prezentuje się niebywale ze względu na fantastyczny kolor. Nie spotkałam się jeszcze z żółtą pitają.

Najlepszy sposób na pitaję? Przekroić na pół i środek wyjeść łyżeczką. Skórka odchodzi łatwo, można go kroić w dowolne formy: plastry, ćwiartki, kostkę. Pokrojony smoczy owoc często dodaję do wody mineralnej, herbaty lub sałatek. Warto wiedzieć, że ten soczysty, orzeźwiający, rozpływający się w ustach owoc o delikatnym smaku chroni skórę i przeciwdziała jej przedwczesnemu starzeniu.

 


POMELO, POMARAŃCZA OLBRZYMIA


CZERWONE POMELO

Z czerwoną odmianą pomarańczy olbrzymiej spotkałam się w Laosie.


Marketowa wersja na styropianowych tackach – 2zł. Świeże pomelo naprawdę świetnie komponuje się z jogurtem, w przeciwieństwie do załączanego w gratisie pomarańczowego cukru. Pomelo jest największym owocem w świecie cytrusów – w sprzyjających warunkach zdarzają się nawet trzykilogramowe okazy.    



KARAMBOLA, STAR FRUIT, OSKOMIAN POSPOLITY

Usiane gwizdami może być nie tylko niebo, obrodzić może nimi obficie drzewo. Owoc w kształcie gwiazdy – słodko-kwaśny dodatek do sałatek, orzeźwiająca przekąska i smaczny element dekoracyjny do drinków, koktajli i napojów. Karambolę spożywa się pokrojoną w plasterki, razem ze skórką. Typowo dekoracyjne kupuję w cenie 1zł za kilogram – owoce są mniejsze i o wiele bardziej kwaśne. Jeśli zależy mi na smaku, wybiorę droższą odmianę – 3-4zł za kilogram.

 


LIŚCIOKWIAT KWAŚNY, STAR GOOSEBERRY – มะยม

W internetowych opisach bardzo często mylony jest z liściokwiatem garbnikowym, zwanym amlą lub agrestem indyjskim. Chociaż drzewa są z tej samej rodziny, a ich owoce podobne – są to dwie różne rośliny. Amla swym kulistym wyglądem i smakiem przypomina agrest, jest jednak twarda i zdecydowanie bardziej kwaśna. Liściokwiat jest natomiast spłaszczony, a ze względu na występujące rąbki, przypomina malutkie, żółte dynie.

 


JABŁKO BUDYNIOWE – น้อยหน่า

Nie przepadam za jabłkami, w ciągu roku jem ich zaledwie kilka. O ile… Nie są to jabłka budyniowe! Te akurat ubóstwiam! Przyznajcie sami – czyż one nie są piękne! Jak śliczne, tak pyszne. Zielone łuski skrywają budyniowy, kremowy, biały miąższ. Słodki, dlatego też niekiedy jabłko nazywane jest cukrowym. Dojrzały owoc z łatwością można przedzielić na dwie połówki i wyjeść łyżeczką delikatne wnętrze, pozbywając się niejadalnych pestek.

 


PASSIFLORA FOETIDA – กะทกรก

Dziko rosnący owoc z rodziny męczennicowatych, bardzo przypomina marakuję w wersji mini – męczennicę jadalną. Podczas spacerów po Hua Hin zawsze wypatrujemy tych zielonych pnączy oplatających siatki, murki, wspinających się po słupach, których kosmate listki otulają pomarańczowo-żółte jagody. Pod ich cieniutką skórką znajdują się ciemne nasiona otoczone białą, szklistą, bardzo słodką tkanką. Owoce niedostępne na marketach, trzeba je po prostu znaleźć.

 


DRZEWO OGÓRKOWE, AVERRHOA BILIMBI – ตะลิงปลิง

Najbardziej kwaśny ze wszystkich znanych mi owoców. Ale i na niego znalazłam sposób. Maczany w miodzie smakuje wybornie. Zupełnie odmiennego zdania jest Pook uwielbiający wszystko, co słodkie, słodsze i najsłodsze. Z ogromnym grymasem na twarzy spogląda na mnie za każdym razem, gdy z uśmiechem wcinam kolejne sztuki. Krzywi się na samą myśl o tym, że miałby zjeść Talingpingtak brzmi jego nazwa po tajsku. I w zasadzie taką tylko znałam do momentu rozpoczęcia pracy nad tym wpisem. Cucumber tree. Drzewo ogórkowe! Jak to rozumieć? Jego owoce to ogórki?! Niewielkie, kilkucentymetrowe, zielone, twarde i chrupkie. O smaku szczawiu mocno zakrapianego sokiem z cytryny i limonki. Bliski kuzyn karamboli i faktycznie, choć wyglądem nieco może przypominać ogórka, to w smaku odnaleźć można nutę tego owocu w kształcie gwiazdy.

 


LONGAN

Był już smoczy owoc, smocze łuski otulające budyniowe jabłko, a teraz – smocze oko, czyli longan. Jego małe, okrągłe owoce mają kruchą, jasnobrązową skórkę, której łatwo jest się pozbyć. Ich okrągły kształt oraz białawy, niemal przezroczysty miąższ z czarnym nasionkiem w środku powodują, iż przypominają swym wyglądem gałkę oczną. Nazywany jest młodszym bratem liczi i krewnym rambutana. Podobny, choć jak każdy z nich – zupełnie inny. Jego miąższ jest bardzo słodki i soczysty.

Jak wszystkie owoce, charakteryzują go bardzo bogate właściwości zdrowotne, m.in. zapewnia dobry sen, pomaga w walce z bezsennością, wzmacnia odporność na przeziębienia, ma zbawienny wpływ na jakość skóry, a ponadto jest naturalnym antydepresantem. Zawiara substancje o działaniu uspokajającym, wpływa na poprawę nastroju, zmniejsza niepokój i zwalcza stres. Nasiona longana warto ususzyć. Zgniecione, rozprowadzone z wodą – pienią się, dzięki czemu mogą stanowić dla miłośników ekologicznego stylu życia naturalny szampon lub płyn do mycia naczyń. Sproszkowane pestki longana można także wykorzystywać jako dodatek do ziołowych naparów lub herbat.

 


MANGOSTAN

Mangostynka nazywana jest królową owoców. Czy słusznie? Warto spróbować choćby dlatego, by się przekonać. Purpurowa kulka zakończona jest zielonym kielichem w kształcie koniczyny, który utrzymuje owoc na łodydze. Pod zdrewniałą, grubą skórą znajduje się biały miąższ, który przypomina ząbki czosnku. Orzeźwiający, kwiatowy, słodki, niekiedy słodko-kwaśny smak. Niektórzy przyrównują mangostynkę do nektarynki i truskawki z dodatkiem ananasa, a ja niestety uważam, że smaku większości owoców nie da się opisać, bo każdy z nich jest nad wyraz osobliwy, każdego trzeba spróbować. I tak pitaja zupełnie nie smakuje jak kiwi, rose apple to nie gruszka, a papaja zupełnie nie przypomina marchewki.

SŁODLIWKA POSPOLITA, LANGSAT – ลูกลางสาด

Kuliste owoce przypominające małe kartofelki, rosnące w kiściach niczym winogron. Krewna liczi, longana i rambutana. Ma intensywny, bardzo wyraźny smak, według mnie – jakby perfumowany. Z tego względu słodliwkę pospolitą wybieram rzadziej od jej kuzynów.

 


ANANAS

Jak smakuje ananas? Chyba każdy wie. Ale czy każdy wie, jak rośnie? Ananas prosto z drzewa ananasowego, podobnego do palmy, a może bananowca. Ze zwisającymi na długich, mocnych gałęziach owocami, zielonymi pióropuszami w dół. Gdyby przed moim przylotem do Tajlandii ktoś zapytał mnie, w jaki sposób rosną ananasy, możliwe że usłyszałby taką właśnie odpowiedź.

Smak ananasa prosto z plantacji daleko odbiega od tego kupowanego w sklepie. Jedne są zaskakująco chrupkie z mniejszą ilością wody, inne miękkie i soczyste, słodkie lub bardzo kwaśne. Jedne są zielone, inne nieco bardziej żółte, smukłe, idealne. Całkiem malutkie, mieszczące się w dłoni, jak i gigantyczne, ważące 4-5 kilogramów. Przechadzając się po polu ananasów można niekiedy spotkać istne wybryki natury, które swym widokiem zachwycają turystów, ale może niekoniecznie cieszą właścicieli. Jakże bowiem sprzedać coś, co ananasa nie przypomina i czego nie da się zjeść. Okazy, które swym wyglądem przypominają raczej przedziwne kwiaty aniżeli owoce stanowią często cel naszych polowań na marketach. Chętnie kupujemy te cuda i kładziemy je na stołach w naszym barze. Naturalne, piękne elementy dekoracyjne przyciągają uwagę zaciekawionych klientów.

 


CHLEBOWIEC CHEMPEDAK – ลูกจําปาดะ

Bardzo łatwo pomylić go z jackfruitem, którego zresztą bardzo lubię, a bez którego Pook nie wyobraża sobie życia. Można go jeść zarówno surowego, jak i poddanego obróbce termicznej, ale przyznam, że nie spotkałam się w Hua Hin z jego gotową do spożycia wersją, w bardzo wygodnej formie rozdzielonych wcześniej cząstek, jak to wygląda w przypadku jackfruita. Chlebowca chempedak próbowałam jedynie w postaci grillowanego przysmaku. Niewyobrażalnie słodki!

 


PRZEPĘKLA INDOCHIŃSKA, GAC FRUIT – ลูกฟักข้าว

Ten przedziwny owoc z rodziny dyniowatych skradł moje serce ze względu na piękno skrywanego pod kolczastą skórą wnętrza. Uwielbiam zdobić koktajle jego cudownie nasyconymi, pomarańczowymi plastrami z czerwonym środkiem. Dojrzewający GAC zmienia kolory z zielonego, poprzez wiele odcieni żółtego do ciemnopomarańczowego. Przepękla na poniższych zdjęciach nie jest jeszcze dojrzała: jest twarda, a jej środek po przepołowieniu jest jasnożółty i suchy, pozbawiony jadalnej mazi.

Jak jeść GAC? Najważniejsze, aby był idealnie dojrzały, co oznacza – zmienił kolor na intensywnie pomarańczowy, a jego kolczasta skorupa – stała się nieco miękka w dotyku. Owoc można wtedy przepołowić i łyżeczką wyjadać czerwoną maź, którą głównie oblepione są nasiona. Te bierze się do ust, zjada papkę wokół nich i następnie – wypluwa. Skóra oraz żółta miazga pomiędzy nią a szkarłatnym środkiem są niejadalne. Smak świeżej przepękli jest dla mnie nijaki, nieco mdły, bardziej przypominający warzywo aniżeli owoc. Dlatego też GAC głównie spożywa się w wersji przetworzonej. Tradycyjnie nasiona i miazgę gotuje się z ryżem, nadając mu w ten sposób apetycznego wyglądu i dobrego smaku. Innym sposobem na GAC jest zrobienie z niego soku. Co jakiś czas dostajemy od rodziców Pook’a nową dostawę świeżych, zdrowych i przepysznych napojów domowej roboty w trzech wersjach: z przepękli, karandy i z marakui.

 


ELAEOCARPUS, MALA – มะกอกน้ำ


MANGO MANGIFERA

Kocham MANGO! W każdej postaci, wersji i odmianie. Rozkosz podniebienia, błogość, intensywny smak. Najtańszy gatunek dostępny na markecie – 1zł za kilogram. Nie znaczy to jednak, że jest to najgorszy rodzaj, może jedynie owoce są mniejsze w porównaniu do tych za 5zł. Często bywają o wiele bardziej słodkie, przez co doskonale sprawdzają się w wersji smoothie. W sezonie zawsze można kupić uwielbianą przeze mnie, chrupką odmianę mango – pomiędzy żółtym kolorem a zielonym. Cudownie kwaśna słodycz. Zupełnie zielone też w sumie lubię, ale chyba jednak bardziej w wersji mini – malutkie owoce sprzedawane są w wiązkach. Jak wszystkie tego typu kwaskowate owoce – maczam je w miodzie. Bez niego ich jedzenie nie sprawiałoby mi tak wielkiej przyjemności.


BOUEA BURMANICA, PLUM MANGO, MARIAN PLUM – มะปราง

Choć smakuje podobnie i swym wyglądem bardzo ją przypomina, nie jest to żółta śliwka. Mało tego, marian plum do rodziny śliw nie należy. Jest natomiast bardzo bliskim krewnym nerkowca oraz mango. I podobnie jak jego żółty kuzyn, spożywany dojrzały owoc jest bardzo słodki. Natomiast kiedy jest zielony, twardy i kwaśny, wykorzystuje się go do robienia dipu chilli, a także spożywa maczając w słodko-słonym sosie.

 


GOŹDZIKOWIEC JEDNOKWIATOWY, PITANGA, SURINAM CHERRY – มะยมแดง

Drobna, czerwona o okrągłym kształcie pitanga przypomina wiśnię. Smak trudno sprecyzować, nie jest jednoznaczny. Słodko-kwaśny z delikatną nutą goryczy. Owoce spożywa się na surowo, po wyciągnięciu pestki (a czasami dwóch). W kuchni wykorzystuje się je do robienia przetworów, dżemów, sosów, posypuje się nimi sałatki i desery. Plastikowy woreczek wypełniony po brzegi surinam cherry, mieszczący ich na oko cztery pełne garstki, to koszt 1zł.   

 


PITHECELLOBIUM DULCE มะขามเทศ

Jeden z moich owocowych faworytów. Podobnie jak wiele azjatyckich owoców zaskakuje nie tylko smakiem, ale i wyglądem. Ten kolorowy, przedziwny stwór, zwinięty w kłębek niczym robak, w Tajlandii określany jest mianem Tamaryndowca Cudzoziemca. W porównaniu do zwykłego tamaryndowca, który ma kwaskowaty smak, Monkeypod jest wyjątkowo słodki. Owoce stają się dojrzałe, kiedy ich skóra zmieni kolor z zielonego na różowy i sama się otworzy. Wtedy obiera się strąki i spożywa drobne białe kuleczki, wypluwając błyszczące, spłaszczone nasiona. Im bardziej dojrzały, tym bardziej słodki jest jego smak.

W porównaniu do innych azjatyckich owoców można stwierdzić, iż jest wyjątkowo drogi. Kilogram dojrzałego pithecellobium dulce waha się pomiędzy 10 a 18zł. Skąd się bierze taka cena? Odpowiedź tkwi w sposobie ich zbierania, który jest czasochłonną i trudną czynnością. Drzewo potrafi być bardzo wysokie, natomiast ich gałęzie, a w związku z tym także owoce, otaczają ostre kolce oraz elementy drażniące skórę. Do zerwania owoców używa się długich kijów zakończonych ostrymi szpikulcami, które pozwalają odciąć je w bezpieczny sposób. Tamaryndowiec cudzoziemiec zachwyci każdego cudzoziemca. Ma naprawdę bajeczny smak!

 


ROSE APPLECZAPETKA SAMARANGIJSKA

Ani róża, ani jabłko. Czapetka po polsku, Chompoo po tajsku (ale Chompoo to także różowy, więc na markecie możemy przypadkowo zapragnąć kupić sobie kolor – ach te tony!). Schłodzony, zimny owoc jest jak napój, który można zjeść. Mokry, wodnisty jak arbuz. Niezwykle orzeźwiający, soczysty i chrupiący owoc przypominający swym wyglądem dzwonek. Woskowaty, z naturalnie nabłyszczoną skórką, stąd jedna z jego nazw w języku angielskim brzmi wax apple. Naprawdę, wyjątkowo smaczny. Na marketach można spotkać dwa rodzaje czapetki: zieloną (niekiedy jej kolor jest niemal biały) i czerwoną (od różowej po intensywny, bordowy kolor). Ta pierwsza jest bardziej delikatna i może nieco bardziej słodka, ale tak naprawdę oba jej rodzaje są mało wyraziste, mało słodkie i przyjemnie kruche. Rose apple je się niemal w całości, z wyjątkiem gniazda nasiennego.

 


MORWA – MULBERRY

Owoce morwy! Spotkałam się z jej kilkoma odmianami. Jedne były dłuższe, inne krótkie. Bardziej różowe, czerwone, czy też ciemnofioletowe, niemal czarne. Wszystkie wyjątkowe, jednak nie wszystkie słodkie. Niektóre mają kwaśny posmak. Wspaniale smakują w postaci soku, jednak najlepiej – zrywane prosto z drzewa. Strukturą przypominają jeżyny, ale mam wrażenie, że są bardziej suche. Morwa jest spokrewniona z figami oraz chlebowcem właściwym. Ostatnio, będąc jeszcze w Warszawie, natknęłam się na suszoną morwę białą. Pokochałam od pierwszego spożycia. Zazwyczaj stanowiła dla mnie dodatek do lekkich śniadań, ale jest świetna także jako przekąska. Z dojrzałej morwy warto robić domowe maseczki, ponieważ niezwykle odżywia skórę.

 


MORWA INDYJSKA

Niestety, nie zjadłam, smaku nie poznałam. Zupełnie niedojrzałe owoce spadły z drzewa rosnącego w przyulicznym ogrodzie. Podniosłam i zabrałam. Zielone stwory zafascynowały mnie na tyle, iż postanowiłam wczepić je do koktajlowej konstrukcji. Twarde, zielone, kosmiczne, wyjątkowo interesujące. Mam nadzieję spróbować ich kiedyś w wersji nadającej się do spożycia. Nabierają wtedy żółtej barwy oraz zaczynają wydzielać ostry zapach. 

 


TAMARYNDOWIEC