WAT BAN THAM – KANCHANABURI

WAT BAN THAM (วัดบ้านถ้ำ) – W PASZCZY SMOKA 

Zza grubych gałęzi, gęsto porośniętych liśćmi w kolorze ciemnej zieleni, wyłania się wielka głowa bestii. Słodka woń barwnych kwiatów plumerii rozlewa się w powietrzu. Zapach unosi się i wabi, kierując nas prosto do paszczy smoka. Jak zahipnotyzowani podążamy ku jego wybałuszonym, wirującym oczom. Onieśmieleni stawiamy pewne kroki po czerwonym jęzorze. Przelatuję wzrokiem po balustradzie. Łuskowate ciało węża Naga wije się i pręży. Między dwoma kłami widnieje drewniana tabliczka z napisem Welcome. Zaprasza nas, abyśmy wdarli się do środka wąsatego pyska.

 

 

 
Do głowy stwora prowadzi 114 schodów, a to dopiero początek. Zwiedzanie świątyni Wat Ban Tham jest prawdziwym wyzwaniem. Aby dotrzeć na szczyt góry i podziwiać bajeczną panoramę okolicy, trzeba pokonać 707 betonowych stopni.
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
W niedalekiej odległości od wyjścia z wnętrza smoka (głowę od ogona dzieli 105 kroków), tunelu pokrytego malowidłami ściennymi, znajduje się pierwsza jaskinia.
 

 

 

 

CHŁÓD SMOCZEJ JASKINI

Wchodzimy do jaskini. Boso. W Tajlandii buty zostawia się przed wejściem do świątyń, prawie zawsze (niekiedy można zobaczyć kartonowe znaki z napisanym odręcznie – Nie ściągać butów). Nie mogąc powstrzymać się od westchnień, wypowiadam szeptem słowa zachwytu. Spod pięknego baldachimu spogląda Budda siedzący w pozycji Subduing Mara znany jako Luang Por Yai Chinnaraj. Pod stopami czuję przyjemny chłód. Uwielbiam zapach palonych kadzideł. Świątynie Kanchanaburi są niebywałe. Architektura ujmuje oryginalnością, estetyką, drobiazgowością detali i paletą barw. Już samo przebywanie w nich, obserwacja modlących się osób, ich religijnych rytuałów, wyzwala spokój. Z wielką ciekawością badam wzrokiem tę dobrze mi znaną powolność wykonywania ruchów, zapalania świec, wlewania oleju do lamp, losowania drewnianymi bierkami świętych wróżb, wykonywania pokłonów. Rejestruję skupienie, szacunek, głęboką wiarę, miłość i respekt. Jest w tym wszystkim jakiś czar.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W tym miejscu schody zaczynają być nieco bardziej strome. Najpierw należy przejść po stalowych schodach, by później kamienną trasą dotrzeć do drugiej jaskini – Tham Man Wijit, gdzie mieści się kapliczka pustelnika Ruesi. Chwila wytchnienia dla zmęczonego ciała skąpanego potem. Nad szlakiem pochylają się bambusy, w cieniu których można na chwilę przycupnąć i złapać głęboki oddech. Wspinaczka jest bardzo męcząca, jednak widoki, które rozpościerają się przed oczami na szczycie są porywające, niezapomniane.