O MNIE

 

 

W trakcie jednej ze swoich podróży, z biletem w jedną stronę za całe 500zł, z roczną wizą do Nowej Zelandii, zatrzymałam się w Tajlandii, gdzie planowałam zostać sześć kolejnych miesięcy, po czym miałam wyruszyć do kraju KIWI, by tam pracować, zwiedzać i podróżować. Na pewno nie planowałam wszystkiego, co nastąpiło później, a zadziało się wiele. Miejsce, którego wcześniej nie potrafiłabym zlokalizować na mapie świata, wywołało we mnie uczucia nigdy wcześniej mi nieznane. Głębokie pragnienie pozostania, chęć zamieszkania i rozpakowania walizki na dłużej. Pierwszy spacer po plaży, pierwszy wschód słońca, pierwszy podmuch ciepłego wiatru szepczącego mi do ucha: To tutaj. Zostań. Tu jest twój DOM. Zostałam, bo tak czułam, choć nie wiedziałam właściwie, dlaczego. Nowa Zelandia poczeka, zawsze mogę ją odwiedzić. Świat przejął nad wszystkim kontrolę. Obserwowałam coraz to bardziej nierealne wydarzenia, z radością biorąc w nich udział. Czy to na pewno nie jest film? Czy to na pewno moje życie?

Obcięłam włosy po 20-tu latach ich zapuszczania, by zrobić porządek z przeszłością. Wyrzuciłam ich długi pęk do morza wraz z wizją jakiegokolwiek związku. I właśnie wtedy, gdy wyzbyłam się chęci bycia z kimkolwiek i zaczęłam czuć się świetnie sama ze sobą, pojawił się ON. Stał na mojej drodze i uśmiechał się do mnie, mój Mąż, który od 20-tu lat włosów nie obcina i zapewne nigdy ich nie obetnie.

Od trzech lat mieszkam w Tajlandii, choć stale się przemieszczam. Czasami sama za sobą nie nadążam, ale jak na razie nadąża za mną Pook, z którym podróżujemy razem od dwóch lat.

 

 

 

Nie znoszę etykietek, tak samo jak metek w ubraniach – te odcinam tuż po zakupie. Jak zatem mam się Wam przedstawić, gdy wszelkie etykietki są dla mnie jednoznaczne z zamknięciem się w ramie, wrzuceniem w ściśle określony schemat. Mam ogromny problem, kiedy ktoś zadaje mi pytanie, czym się zajmuję. Wszystko zależy od pory roku, nastroju, chęci, przypadku, losu, szczęścia, czy okazji. Zawsze staram się wykorzystywać nadarzające się okoliczności, wykorzystując powierzone zadania z wielką pasją, zaangażowaniem i miłością do pracy, choćby tymczasowej. Zazwyczaj robię wszystko, by wykonywana przeze mnie czynność sprawiała mi przyjemność, była oryginalna, inspirowała mnie do dalszego działania. Nigdy nie robiłam tego, czego robić nie lubiłam. Przyjaźnię się ze swoją intuicją, zwłaszcza na polu zawodowym. Mamy dogadane, że ja daję z siebie maksimum, w dwustu procentach minimum, cieszę się chwilą, szanuję ludzi i czerpię radość z życia, a świat zamiennie – otwiera przede mną możliwości realizowania ciekawych przedsięwzięć.
 


 

PODRÓŻNICZKA

Od dziecka zawsze słyszałam: podróżuj, zwiedzaj, poznawaj świat, bo to, czego doświadczysz, co zobaczysz – nikt i nic Ci nie odbierze. Tutaj Mama i Tata podawali najczęściej przykłady tego, że dom może spłonąć, samochód zatonąć podczas powodzi, a resztę rzeczy wykończy upływ czasu. To oni zarazili mnie miłością do tego, co nieznane i odległe, co w praktyce wyglądało mniej więcej tak: wakacje, autobus, kolonie, koniecznie za granicą. Nasza sytuacja ekonomiczna była wyjątkowo niesprzyjająca. Nie trzeba jednak spać na pieniądzach, by wyruszyć w drogę lub wypuścić dziecko w świat. Rodzice nauczyli mnie tym samym, by realizacji marzeń nigdy nie blokował stan mojego konta, czy portfela. Dzięki temu potrafię wyjść ze strefy swojego komfortu, żyć w sposób minimalistyczny, nie otaczając się zbędnymi rzeczami, znosić wszelkie niedogodności, ale nadal cieszyć się życiem, nigdy nie narzekać i sięgać dalej, spełniając swoje cele. Żyć tak, jak tego pragnę – w zgodzie ze sobą. Na każde moje wariacje była zawsze jedna reakcja: Rób! Dasz radę!

Do tej pory odwiedziłam wielokrotnie Niemcy, które po części są moim domem od szesnastu lat, Włochy, Grecję, Węgry, Austrię, Białoruś, Egipt, Malediwy, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kanadę, USA, Birmę, Laos, Kambodżę, Singapur, Czechy i oczywiście Tajlandię. Jeśli to się liczy, stopovery miałam w Rosji, na Ukrainie i w Indiach. Może lista nie jest imponująca – tworzy ją dwadzieścia krajów, z czego w czterech mieszkałam dłużej niż cztery miesiące. Za to lista miejsc do zobaczenia jest znacznie dłuższa. Moim celem nie jest jednak odwiedzenie danego kraju i jego odhaczenie. Pragnę w nim zamieszkać choć na kilka miesięcy, poczuć prawdziwą codzienność, odmienność i jego niezwykłą zwykłość.

 

fot. Kamila Markiewicz-Lubańskaatelier-fotograficzne.com facebook.com/Fotografkapl
mua: Urszula Balińskabalinska.pl facebook.com/balinskapl


KREATORKA KOKTAJLI W TAJLANDII

Kilka lat temu marzyłabym o pracy, którą wykonuję dziś. Fakt, jest to rzecz niebywała. Mianowałam się kreatorką koktajli, wymyślając sobie zajęcie związane z obecnym miejscem zamieszkania. Z miłości do Tajlandii, uwielbienia owoców, warzyw i natury tworzę autorskie Giant Jungle Cocktails – najpiękniejsze i największe koktajle, jakie w swoim życiu widziałam, a którym poświęciłam osobny wpis: PRACA [MOICH] MARZEŃ – KREATORKA KOKTAJLI W TAJLANDII.

 


DZIENNIKARKA, PREZENTERKA

Starając się sobie przypomnieć, o jakim zawodzie marzyłam będąc dzieckiem, przychodzi mi do głowy jedna odpowiedź: dziennikarz. Pierwsza zarobkowa styczność z mediami drukowanymi dotyczyła jednakże roznoszenia gazet. Jako małe dziecko chodziłam po swoim niewielkim miasteczku, wciskając mieszkańcom lokalne newsy. Z każdego sprzedanego egzemplarza otrzymywałam 10gr. Pamiętam do dziś! Takiej kasy się nie zapomina. W międzyczasie pisałam, czytałam, recytowałam. Kółka teatralne, szkolne gazetki – standardowo. Niestandardowe było jednak to, że w liceum przez kilka lat byłam prezenterką w lokalnej telewizji. Kiedy moje koleżanki spotykały się po szkole, ja biegałam na nagrania, robiłam wywiady i pisałam do zaprzyjaźnionej gazety. Na studia wyjechałam do Warszawy, oczywiście dziennikarskie. Odbyłam staż w Superstacji i TVN Warszawa, co wystarczająco zaspokoiło ciekawość telewizyjnego świata. 

Dzisiaj staram się wrócić do swoich marzeń z przeszłości, pisać coraz więcej i robić coraz więcej zdjęć. Nie opuszcza mnie wizja kolejnej wymarzonej pracy, którą staram się wykreować w nowym wydaniu, a która zakiełkowała we mnie nim wyruszyłam w świat.

INTERNET ASSESSOR-ka

Przez trzy lata pracowałam dla rosyjskiej firmy Yandex, oceniając wyniki dostarczane przez wyszukiwarkę internetową przez pryzmat adekwatności do zapytań użytkowników. Zajęcie niezwykle ciekawe i najważniejsze – wykonywane z dowolnego miejsca na świecie. Pracowałam w 100% zdalnie nie wiedząc jeszcze o trendzie, który odkryłam kilka lat później pod nazwą cyfrowego nomadyzmu. Praca dotyczyła rynku amerykańskiego, co bardzo mi się przydało podczas podróży do Stanów Zjednoczonych. Niestety, oddział polski został zamknięty, a cały nasz zespół – pozbawiony rewelacyjnej pracy.

FOTOREPORTERKA

Pięć lat temu, wykorzystując fakt, iż Unia Europejska wspomagała młodych przedsiębiorców, złożyłam wniosek o dotację. Postanowiłam zostać fotoreporterką, choć nigdy wcześniej nie miałam w rękach lustrzanki. Nie miałam szkoły, kursów, a jedyny który wtedy zrobiłam – dotyczył możliwości wykonywania zdjęć w Kościele. Uparłam się jednak, wierząc, że wystarczy mi moja wrażliwość, emocjonalność, odmienne postrzeganie świata i zamiłowanie do fotografii, która od zawsze inspirowała mnie jako medium. Umiejętności można nabyć, wypracować. Dotację otrzymałam. Spełniając się w prowadzeniu własnej firmy, wykonywałam głównie reportaże ślubne i okolicznościowe oraz zdjęcia podczas chrztów.

BLOGERKA

Tak, mój jest ten kawałek internetowej przestrzeni, to ja prowadzę ten kolorowy blog. Od pięciu lat, w trakcie których cztery razy zmienił on swoją nazwę, wyzerowując za każdym razem wszystkie statystyki. Mówiłam już, że naprawdę lubię zmiany?

HANDLARKA STOCKAMI

Czasami dolary ze sprzedaży moich zdjęć zasilają moje konto. W perspektywie czasu widzę w tym większy potencjał, ale póki co – jest to kwestia zarobku na waciki, albo fajne łaszki w tajskim lumpie.

OBIEKT UTRWALANIA W KADRZE

Sesja zdjęciowa dla Bravo Girl, następna dla magazynu Twist, po drodze przygody z miss-kami i współpraca z Mango Models, a później z ChocoModels. Zrobiłam kilka pokazów, miałam sesje dla kilku gazet, m.in. Olivia, Poradnik Domowy, Gentleman, Ślub Marzeń. Trzykrotnie byłam twarzą polskiej marki ubraniowej bynamesakke, zrobiłam reklamę wody mineralnej, telewizyjną reklamę Actimela i jednej z sieci hotelowych. Do tego można dorzucić opakowanie farby do włosów, które nadal czasami widuję na sklepowych półkach. Miałam szczęście współpracować z wieloma bardzo dobrymi fotografami, dzięki czemu mam masę świetnych wspomnień, poznałam fantastycznych ludzi i zbudowałam całkiem ładne portfolio skrywane dzisiaj w czeluściach komputerowego dysku.

 

fot. Kamila Markiewicz-Lubańskaatelier-fotograficzne.com facebook.com/Fotografkapl
mua: Urszula Balińskabalinska.pl facebook.com/balinskapl
 

fot. Kamila Markiewicz-Lubańskaatelier-fotograficzne.com facebook.com/Fotografkapl
mua: Urszula Balińskabalinska.pl facebook.com/balinskapl
 

fot. Kamila Markiewicz-Lubańskaatelier-fotograficzne.com facebook.com/Fotografkapl
mua: Urszula Balińskabalinska.pl facebook.com/balinskapl
 


fot. Piotr Krysiak: piotrkrysiak.pl


fot. Piotr Krysiak: piotrkrysiak.pl


BADACZKA SŁUCHU I WZROKU

Przez dziewięć lat (od września do grudnia każdego roku) badałam dzieciom słuch w warszawskich szkołach podstawowych (na zlecenie IFPS w Kajetanach), przez trzy – także wzrok (SP Kliniczny Szpital Okulistyczny w Warszawie). Uwielbiałam tę pracę. Dzięki niej poznałam mnóstwo wspaniałych osób, cudownych pielęgniarek i przesympatycznych dzieciaków. Wysłuchałam wielu piosenek, zostałam wyściskana ze sto razy, a nawet – dostałam wiele rysunków, które zdobiły moją lodówkę.

SPRZĄTACZKA, OPIEKUNKA, SPRZEDAWCZYNI, KOREPETYTORKA

W liceum udzielałam korepetycji. Na studiach pomagałam zdalnie przygotowywać się do matury osobie, z którą dzieliła mnie odległość 600km. W Niemczech spędzałam ferie i wakacje. Jako nastolatka dorabiałam na pilnowaniu dzieci i sprzątaniu w prywatnych domach. Nie da się ukryć, że bardzo nowoczesny niemiecki zmywak także nie jest mi obcy – pracowałam w firmie cateringowej obsługującej siedmiuset wygłodniałych pracowników. W Stanach Zjednoczonych sprzedawałam w polskim sklepie i zarabiałam na sprzedawaniu amerykańskich ubrań w Polsce.  

OGRANICZENIA SĄ TYLKO W GŁOWIE

Czasami się zastanawiam, czy to dobrze, czy może jednak źle, że podejmuję się robienia miliona rzeczy, rozdzielam swoją energię, zamiast skupiać ją, gromadzić i kierować w jednym, ściśle określonym kierunku. Szybko jednak odpuszczam, trzymając się tego, że dzięki temu jestem niezależna, wszechstronna, bardziej pomysłowa i na pewno – bardzo szczęśliwa. Praca mnie nie nudzi, a wręcz przeciwnie – fascynuje i motywuje do tego, by stale uczyć się nowych rzeczy. Z ciekawością parzę w przyszłość. Poszukuję, podsycam swoją kreatywność i tworzę pozytywne myśli, by mogły zaistnieć w otaczającej mnie rzeczywistości. Kreuję swoje życie jak prawdziwy twórca, bo przecież wszyscy jesteśmy artystami życia.  


Pasuję do Twojego nowego projektu? Masz pomysł na naszą współpracę? Odwiedź zakładkę KONTAKT i odezwij się do mnie, na pewno odpowiem. Zróbmy razem coś dobrego!