SŁONIE W TAJLANDII

PATRZYMY, ALE CZY WIDZIMY? SŁONIE W TAJLANDII

Słonie w Tajlandii – malujące na płótnie, grające w piłkę, wykonujące dziesiątki innych sztuczek. Tańczące, wożące na swych grzbietach turystów małych i dużych, tych wychudzonych i tych z nadwagą. I te klęczące przy dźwiękach hymnu państwowego podczas ceremonii pogrzebowych króla Bhumibola. Równie widowiskowy spektakl odegrały w tym roku – uroczyście wystrojone białe słonie, a było ich jedenaście, spacerowały po asfalcie przed Wielkim Pałacem Królewskim, oddając cześć królowi Maha Vajiralongkornowi w dniu jego koronacji. Wykonywały ponoć jedne z najtrudniejszych trików, jakich można nauczyć słonia (jeden z wielu filmów na YouTube obejrzysz TUTAJ).

Cóż za performance! Agencja Reutera rozesłała w świat informację, że słonie pomalowano nietoksyczną białą farbą wodną zmieszaną z pudrem, by nie wyrządzić im krzywdy. Ulga! Nic się ich skórze nie stanie. Bo to, co się kiedyś duszy stało, to się nie odstanie.

Postaw mi kawę na buycoffee.to Kawa? Jasne, uwielbiam! Dzięki! Chodź, opowiem Ci o Tajlandii!

SZCZĘŚLIWE SŁONIE W TAJLANDII

Wiesz, gdzie mieszkają szczęśliwe słonie? Na wolności. Tam, gdzie człowiek do niczego nie jest im potrzebny. Niestety, wyrwane naturze i pozbawione naturalnego domu (masowe wylesianie), nie mają już dokąd wrócić. Wykorzystywane przez wiele lat przy wycince lasów, po wprowadzeniu regulacji prawnych w zakresie rabunkowej eksploatacji dżungli, straciły dotychczasową pracę i trafiły do branży turystycznej, gdzie czekał je równie okrutny los.

Od kilku lat można zaobserwować bardzo powolne, ale pozytywne zmiany trudnej sytuacji tych zwierząt. Głównie dzięki rosnącej świadomości i powstającym sanktuariom dla słoni, które są dla nich dobrą i przyjazną alternatywą. Musimy jednak pamiętać, że to wciąż jest atrakcja turystyczna, dochodowy biznes i maszynka do robienia pieniędzy, a nie każde sanktuarium słoni powstało z miłości do nich, jak w przypadku Elephant Nature Park w Chiang Mai, gdzie Sangdeaun Lek Chailert stworzyła dla odratowanych słoni dom, który w dużym stopniu przypomina ich naturalne środowisko. Dlatego też zanim wybierzesz się do jakiegokolwiek sankturium słoni, zrób jak najlepsze rozeznanie, bo trzeba wspierać wyłącznie obiekty zapewniające tym zwierzętom godne życie: bez łańcuchów, performance’ów i pozbawionych empatii oprawców.

LOVE & BANANAS

You don’t need a bull hook to control an elephant. You can guide an elephant with love… And bananas – mówi w filmie dokumentalnym Love & Bananas Lek Chailert, założycielka Elephant Nature Park w Chiang Mai. Warto obejrzeć. Zwłaszcza, jeśli się tam wybierasz (za dwudniowy dostęp na iTunes zapłaciłam 14.99zł) i zastanawiasz się nad warunkami, jakie panują w ośrodku.

W filmie pojawia się wątek, w którym Lek wykupuje 70-letnią, niewidomą słonicę o imieniu Noi Na od właściciela obozu dla słoni w Kanchanaburi, który miał w ofercie przejażdżkę na zwierzętach oraz słoniowe show. Dowiemy się, że jest nim Mr. Chaijapong, który pod wpływem wielkiej inspiracji (tudzież szybkiego dostrzeżenia dobrego biznesu, tajskiej obawy przed utratą twarzy, czy też splajtowaniem po emisji amerykańskiego filmu) zamienia obóz w sanktuarium dla słoni – Elephant Haven.

ELEPHANT HAVEN W KANCHANABURI

Słonie z Elephant HavenKanchanaburi nie zostały odratowane przez Mr. Chaijaponga, choć wielu turystów tak myśli. Miejsce jest przykładem transformacji – przeobrażenia obozu słoni w sanktuarium. Tajowie szybko wyciągają biznesowe wnioski, więc można się domyślać, że wizja zmiany była dla właściciela opłacalna. Ważniejszy od tego jest jednak fakt, że słonie żyją teraz w godnych warunkach, bez krótkich łańcuchów (w filmie Love & Bananas widać fatalne warunki, w jakich żyły jeszcze kilka lat temu, a o samym podejściu do zwierząt i ich traktowaniu możemy wysnuć wnioski po obejrzeniu sceny i sposobu, w jaki Noi Na zaciągana jest do ciężarówki), ze stałym dostępem do pożywienia. Chodzą luzem, nie są bite, ani poganiane hakami. Standard ich życia jest o wiele bardziej przyjazny, choć stale obcują z ludźmi, którzy codziennie odwiedzają to miejsce.

Sanktuaria dają nadzieję na lepszą przyszłość zwierząt, które żyją w niewoli. Choć nie trudno o obawy związane z ich popularnością i zyskiem, jaki przynoszą. Czy nie przyczynią się do wzrostu kłusownictwa, nielegalnego polowania na słonie i tworzenia fikcyjnych sanktuariów zamieszkanych przez zwierzęta siłą wyrwane naturze? Czy nie tak właśnie funkcjonują sierocińce dla słoni? Nigdy w nich nie byłam, ale takie mam przeczucia. Musimy pamiętać, że w dużej mierze to my, turyści, bierzemy odpowiedzialność za los tych zwierząt.

Każde zwierze, które należy do gatunku dzikiego, ma prawo do życia na wolności w swym naturalnym otoczeniu, ziemskim, powietrznym lub wodnym oraz prawo do rozmnażania się. Każde pozbawienie wolności, choćby w celach edukacyjnych, jest z tym prawem sprzeczne.*
 
Żadne zwierzę nie może służyć rozrywce człowieka.*
 
*Cytaty pochodzą ze Światowej Deklaracji Praw Zwierząt

Postaw mi kawę na buycoffee.to Kawa? Jasne, uwielbiam! Dzięki! Chodź, opowiem Ci o Tajlandii!

Dodaj komentarz

error: