Przecierałam oczy ze zdumienia. Nie wierzyłam. Mało brakowało, a przejechałabym obok i nie zauważyła tego miejsca. Na taką rupieciarnię, której otoczenie jest równie nieuporządkowane jak ona sama, zapewne niewielu zwróciłoby uwagę. Jeden wielki bałagan z namiastką tajskiego artyzmu. Niepowtarzalny klimat wyczuwam z daleka. Skłonność do wyszukiwana magicznych według mnie przestrzeni, kazała mi zawrócić i wejść do środka. Uwielbiam takie miejsca. Tutaj trudno powiedzieć, że czas się zatrzymał. On się po prostu skończył.
Prawdziwy tajski Second Hand, gdzie można kupić wszystko to, co jest zbędne, niepotrzebne, stare, zużyte, zardzewiałe, zepsute, brzydkie, brudne i drogie. Kopalnia rzeczy, których na pewno nie chcielibyście mieć w swoich domach. Setki pustych butelek po alkoholach, zardzewiała biżuteria, niedziałające zegarki, telewizory tak stare, że świat już dawno o nich zapomniał, tajskie komiksy i romansidła, filmy ze złotej ery VHS, kasety magnetofonowe, płyty winylowe, puste flakoniki po perfumach (stale mnie wszystko zadziwia), brudne abażury, brudne garnki, brudne sztućce, brudne wszystko. Zapraszam do środka (na szczęście, butów przed wejściem nie trzeba ściągać)!



