BAAN PHA HEE – SKARB TAJLANDII UKRYTY PRZED ŚWIATEM

73 Udostępnień

 

BAN PHA HEE – SKARB TAJLANDII UKRYTY PRZED ŚWIATEM

 

Ban Pha Hee leży w górskim obszarze Tajlandii Północnej, w prowincji Chiang Rai. Podróżujący do Mae SaiChiang Rai (głównie po to, by zrobić szybki border run na przejściu granicznym z Birmą), z głównej drogi widzą pasmo górskie Khun Nam Nang Non, które zachwyca swoimi kształtami. Przyglądając się uważnie, sięgając wysoko wzrokiem, można zauważyć niewielki rowek, trójkąt oprószony małymi chatkami. To właśnie tam znajduje się Ban Pha Hee (Doi Pha Hee), wioska zamieszkana przez górską mniejszość etniczną – plemię ludzi Akha.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wioska Pha Hee od około dwóch lat jest coraz częściej odwiedzana przez Tajów. Stale zyskuje na popularności, a jej mieszkańcy budują nowe kawiarnie, homestay’e i pola namiotowe. Mimo wszystko, dzisiaj można jeszcze powiedzieć, że jest to prawdziwy skarb ukryty przed światem.

Na szczęście dla tego miejsca, bardzo trudno tutaj dojechać. Dotrze tutaj samochód, bardzo doświadczony kierowca skutera, ale i żółto-zielona taksówka z samego Bangkoku (widziałam jedną). Choć od przejścia granicznego do samej wioski jest niecałe 20km, to niezwykle kręta i stroma trasa przejazdu jest wyzwaniem. Wiedzą o tym taksówkarze, którzy cenią w tym miejscu swoje umiejętności. Grab Taxi zabierze zainteresowanych do Ban Pha Hee za 1200 baht w jedną stronę (razem 2400 baht – auć!). Za przejazd w dwie strony zapłaciłam 500 baht (po 250 baht w każdą ze stron). Da się. Ale jest to mój ściśle tajny sekret.

KRAINA KAWY I TYKWY POSPOLITEJ

Mieszkańcy twierdzą, że Ban Pha Hee to pierwsza wioska, która przeszła transformację dzięki reformom wprowadzonym przez króla Ramę IX (projekt w Pha Hee zapoczątkowała jego matka). Ponad 50 lat temu wioska, w której głównym zajęciem mieszkańców była uprawa maku i produkcja opium, została przekształcona w gospodarstwa rolne zajmujące się uprawą kawy i tykwy pospolitej (calabash). Wioska zyskuje na popularności także dlatego, że po śmierci króla Tajowie chętnie spędzają czas w miejscach, które osobiście odwiedził za życia król Bhumibol Adulyadej, Rama IX.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

BOŻE NARODZENIE POD NAMIOTEM

Noc była wyjątkowo ciepła, choć bambusowy podest, na którym stał namiot był wysoko w górach. Pewnie to kwestia tej mięciutkiej, puchowej pościeli. Ciemnogranatowa w drobne gwiazdki, pachnąca nowością. Miałam wrażenie, że dopiero co rozpakowana. A może to kwestia życzliwości, gościnności i wielkiej serdeczności, która za nią stoi.

W cenie wynajęcia namiotu jest jego rozstawienie, puchowa pościel, a także kolacja i śniadanie w formie tradycyjnego posiłku ludzi Akha. Na zewnątrz jest łazienka i prysznic z ciepłą wodą. Prawda jest taka, że przyjechałam w ciemno i w Wigilię nie było dla mnie miejsca. Wszystkie pokoje w homestay’ach były pozajmowane. Pozostało tylko kilka wolnych namiotów. Nie wyglądało to dobrze, biorąc pod uwagę fakt, iż jest pora chłodna i temperatura w nocy spada często poniżej 10 °C. Nie miałam wyboru, więc zamieszkałam w namiocie nad przepaścią. I od razu wiedziałam, że tak musiało być. Miałam najcudowniejszy widok w całej wiosce.    

 

 

 

 

 

 

 

 

ZIARNA KAWY NA DACHACH I WOLNO BIEGAJĄCE KURY – ŻYCIE W WIOSCE LUDZI AKHA

Powoli rozsuwam zamek i spoglądam w stronę gór, które mam przed sobą. To zdecydowanie najpiękniejszy świąteczny krajobraz w moim życiu. Świat powoli wybudza się ze snu. W Pha Hee nie trzeba nastawiać alarmu. Koguty pieją już przed szóstą rano, godzinę przed wschodem słońca. W powietrzu unosi się intensywny zapach grillowanego mięsa. Moja sąsiadka, mieszkanka wioski, zaczyna przygotowywać posiłek w swojej kuchni znajdującej się na zewnątrz bambusowej chaty. Na podwórku kwoki nawołują pisklęta, te błądzą i ćwierkają w ciemnościach wczesnego poranka. Właścicielka nawołuje kwoki. Nadeszła pora karmienia.  

Czuję się jakbym wygrała milion dolarów, z takim widokiem na święta. A przecież jest to spanie pod namiotem i wszelkie niewygody. Tyle radości można odnaleźć w prostym życiu. Niewiele tak naprawdę potrzeba, by móc czuć się człowiekiem szczęśliwym. Kolejny raz przekonuję się, że tam gdzie zupełnie nie ma nic, jest wszystko. Jest cudowna natura, która otula i są wspaniali ludzie, którzy są dla siebie dobrzy.

Ban Pha Hee to kraina, gdzie kawa rośnie jak chwast. Niemal wszyscy mieszkańcy suszą jej ziarna na dachach swoich domów. Każdego dnia grabią je, leniwie przekładają i wyrównują. Rozsypane często na białych lub niebieskich siatkach stanowią nieodłączny element krajobrazu Pha Hee. Tutaj życie toczy się wokół kawy. Kawę się pielęgnuje, podlewa, dogląda, zrywa, suszy, przygotowuje do sprzedaży i… pije!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak pomarańczowe ścieżki, jakie są w Pha Hee, widziałam chyba tylko w Kambodży. Po wąskich uliczkach biegają kury. Kwoki i koguty mijam wszędzie, są na każdym kroku. Zastanawia mnie, skąd mieszkańcy wiedzą, która jest czyja.

 

 

 

 

 

 

 

 
 

73 Udostępnień