WIOSKA LUDZI MON W SANGKHLABURI
WIOSKA LUDZI MON W SANGKHLABURI – SPOŁECZNOŚĆ PO DRUGIEJ STRONIE MOSTU MON
Wioska Ludzi Mon w Sangkhlaburi. Jestem tuż przy granicy z Birmą. W miejscu oddalonym o pięć godzin drogi samochodem od Bangkoku, autobusem – siedem, a nawet osiem. Pośród gęstej dżungli, gdzie oprócz ciszy i spokoju zachłysnąć się można rześkim, orzeźwiającym powietrzem o piątej rano. Nad rzeką unosi się pierzasta mgła. Z zaciekawieniem spoglądam w kierunku wioski znajdującej się po drugiej stronie najdłuższego drewnianego mostu w Tajlandii. Wyglądający na zupełnie przypadkowy wzór desek i pali, przypomina strukturę skleconego w nieładzie stosu bierek. Dla wielu turystów to właśnie on jest jedynym powodem przyjazdu do Sangkhlaburi. Określenie Wioska Ludzi Mon (Mon Village) nie oznacza administracyjnie wydzielonej wsi. To potocznie i powszechnie używane określenie obszaru zamieszkanego przez społeczność Mon, jedną z najstarszych grup etnicznych regionu.
LUANGPHO UTTAMA – OJCIEC WIOSKI MON
Społeczność Mon osiedliła się w tym rejonie w połowie XX wieku. Kluczową postacią był mnich Luangpho Uttama (jego podobizny widnieją po obu stronach wejścia na most), który zaczął szukać przyjaznego miejsca do życia dla mniejszości wypieranej z terenów Birmy. Za zgodą władz Tajlandii na pustej przestrzeni prowincji Kanchanaburi wybudowano pierwsze domy dla grupy ludzi niemile widzianych sąsiedzkim państwie. Trzydzieści rodzin otrzymało kawałek ziemi, którego w świetle prawa nie mogą nazwać swoim. Dzisiaj, w roku 2561 (2018), w Wiosce Ludzi Mon jest około 3000 domów. To domy z drewna i cegły, ogrody pełne bananowców, mango i papai, bieżąca woda i elektryczność. Obok bambusowych chat stoją nowoczesne samochody, a obok tradycyjnych rytuałów funkcjonuje zwykła, współczesna rzeczywistość.
TAM, GDZIE NIE MA NIC
Tam, gdzie nie ma NIC, zaczyna się wszystko. Tam, gdzie nie ma NIC, czeka codzienność. W Sangkhlaburi dostępna dla wszystkich, nieoddzielona żadnym murem, bez biletów i opłat za wstęp. Autentyczna, niestylizowana, niewymuszona, bez upiększeń i komercyjnej otoczki. Ubrana w nieznane słowa, język niezrozumiały także dla Tajów, inne zwyczaje i smaki. Wioska Ludzi Mon to wąskie uliczki i wysokie pagórki, drewniane pomosty, drogie auta przed bambusowymi chatami, terminale umożliwiające doładowania telefonów, domy z cegieł, pralnia na świeżym powietrzu. To także elektryczność, bieżąca woda, kolorowe produkty handmade, zapach tytoniu zawiniętego w suche liście, opluty betelem chodnik, biało-żółte ślady thanaki na policzkach pogodnych twarzy, których rysy nie przypominają tajskich.



